To będzie długie, więc jak kogoś nie interesuje to niech od razu spiernicza.
Po pierwsze życzę miłości mojego życia wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
Mam nadzieję, że będę przy Tobie kiedy będziesz spełniał swoje marzenia, odnosił kolejne sukcesy w każdej kategorii swojego życia (bo dla mnie odniosłeś ich już wiele, mam na myśli chociażby to jaki dajesz dowód na to, że niektórzy ludzie potrafią się zmieniać, jak potrafią stawać się lepszymi, jak komuś potrafi zależeć na drugiej osobie i ile potrafią w życiu zrobić i zmienić dla siebie i dla innych- dla mnie to jest miarą największego sukcesu, a nie pierdoły jakimi kierują się ludzie myśląc o słowie "sukces".
Mam cudownego, pracowitego chłopaka, który ma w sobie ogrom motywacji do działania, jest zaangażowany w swoje pasje i dąży twardo do celu i zaraża mnie tą motywacją choć nie bardzo to na razie po mnie widać. Wierzy we mnie i wspiera mnie. Jest cudownym, dobrym człowiekiem i życzę sobie żeby się nie zmieniał, żeby zawsze był taki jaki jest i taki jak sam o sobie mówi. Brzydko, że życzę czegoś sobie w jego urodziny, ale trudno :P
Bardzo go kocham!!! To nie były jego wymarzone urodziny, ale nadrobimy.
#szpitalnie #nomakeup #brudnekłaki
Nie byłam nigdy w szpitalu jako pacjent dłużej niż 2-3 godziny. I nie sądziłam, że wyląduje w nim teraz. A tu ciul, właśnie mam za sobą kilkudniowy pobyt na oddziale... Zaczęło się w poniedziałek, niewinnie, poszłam do pracy, dostałam okres, zrobiłam zakupy, wróciłam do domu. Pół godziny później darłam papę i wyłam z bólu brzucha. Nigdy, nigdy kurwa nic mnie tak nie bolało. Już wiedziałam, że to nic dobrego, z bólu mdlałam, rodzice zadzwonili po pogotowie (które początkowo słysząc o okresie nie chciało przyjechać. Moja mama była przerażona moim stanem i tak ich zjebała, że w końcu po trzecim telefonie ruszyło pogotowie. Panowie byli mili ale nie byli w stanie mi pomóc przeciwbólami, nie było rady, wzięli mnie do szpitala. A tam badanie, ginekolog, usg, rtg, krew, wszystko. Wyszło na to, że albo pękł jakiś torbiel, albo mam zapalenie wyrostka. Bardzo spoko lekarz ginekolog położył mnie na swoim oddziale na obserwację, nafaszerowali mnie lekami. Ciągłe kłucie, sprawdzanie morfologii. Następny dzień, następne badania, wyszło że musiała pęknąc torbiel krwotoczna czy jakaś tam, mam krew w brzuchu. Ból ciągły nie do opisania, nic tylko leżałam. 2 wenflony, pokłute ręce na całej długości. Zastrzyki w dupę, zastrzyki w brzuch. Wszystko tak obolałe, że nie dało się leżeć normalnie. Kropłówki jedna za druga, przeciwbóle srednio pomagały, a po tych mocniejszych jeszcze mi było gorzej. Umieralnia.
Dostałam leki przeciwkrwotoczne po których ostro wymiotowałam całą kolejną noc nie mając kompletnie czym.
Dzień kolejny - kolejne badania, kolejne uciskanie mojego obolałego brzucha, lekarze ze studentami robili obchody, zapadła decyzja że robią mi laparoskopię, bo tracę krew, leki nie pomogły. Mogłam się nie zgodzić, ale skutki i konsekwencje mogłyby być w chuj opłakane np. utrata jajnika., ogólne zakażenie.Musiałam decyzję podjąć szybko i zaraz przygotowywali mi salę operacyjną i mnie, moi rodzice nie zdążyli nawet dojechać więc leżałam przypięta do łóżka i wyłam z szoku że coś takiego w ogóle mi się dzieje - mi, która nigdy nie była w szpitalu, nie miała żadnego drobnego zabiegu.
Pocieszali mnie obcy ludzie, lekarze, pielęgniarki - szczególnie jednej dziewczynie po dyplomie życzę żeby dostała wymarzoną pracę, bo byłaby super lekarzem z powołania. Miła i kochana z wyglądu i obycia, delikatna przy badaniu i mega emptatyczna.
No i tak jak podali mi narkozę to oczywiście niepamięć. Przetaczali mi też krew. Potem pamiętam, że jak zaczęłam się wybudzać to było dookoła sporo ludzi i mówiłam, że nie mogę oddychać. Nie pamiętam, że rodzice byli wtedy też u mnie. Potem dalej dziura w pamięci, potem odwiedziny , z ogłupieni na żarciki mnie brało i coś tam przeklinalałam.
Generalnie czułam się podle, jak zwłoki. Ból, niemoc chodzenia, ani nawet wstawania do pozycji siedzącej - dzis zmusiły mnie do tego pielęgniarki i zaprowadziły do zlewu zebym obmyła buzię to oczywiście zwymiotowalam 2 razy obiadem którego wzięłam az kilka kęsów. Generalnie byłam na czczo od przyjęcia w poniedziałek bo nie pozwolili jeść ani pić... Do tego ciągłe leki, rzyganie, prawie że nie spanie, nie wiem czy ktoś kto w takim stanie 'agonalnym' nie był wyobrazi sobie jak się czułam. Ja powiem szczerze - nie życzę nikomu i jak myslę o tym pobycie w szpitalu , bólu, to chce mi się strasznie płakać bo miałam już dosyć wszystkiego.
No i wypisali mnie dziś do domu o dziwo, nie wyobrażałam sobie tego kompletnie ale rodzice jakoś moje zwłoki dowieźli i mogę tu teraz napisać. Także sory za niedyspozycję, ale nie daję rady utrzymać laptopa za długo i tak to gówno piszę od 3 godzin z przerwami. Leżę w łóżku, wychodzę tylko na siku. Muszę mieć lekką dietę przez jakiś czas także utraconą wagę będę musiała jakoś nadrobić :( Mama zrobiła mi kanapeczki i herbatkę,o boże pierwsze posiłki od poniedziałku, jaram się tym że mi tak smakuje i że nimi nie wymiotuję nareszcie (chociaż lepiej nie zapeszać).
Jestem w ogóle mega wzruszona tym ile ludzi przejęło się moim losem, Przemek, moi rodzice (okrutnie zmartwieni, a mama jak na mnie patrzyła to chociaż się starała głos jej się łamał bo nikt nigdy nie widział mnie w takim stanie), siostra(24/h chciała być obok i pod telefonem) z dzieciakami i Wojtkiem (dzieci były złe i smutne że nie mogły mnie odwiedzić). Przywieziono mi zupełnie nową piżamę, dresy, ciuchy, każdy kosmetyk który chciałam ( a tak naprawdę użyłam tylko żelu do mycia twarzy) bo nie miałam siły i w ogóle nie wiem po co ja myślałam o tym żeby się malować wtf - pojebana. Leżałam bez niczego i tylko mnie koleżanki z sali i siostra pocieszały że mam taką ładną buzię bez makijażu xD Rodzice Przemka też się przejęli i dostałam od nich pozdrowienia i buziaki i chcieli żeby P. informował ich na bieżąco, to miłe <3 Nawet Przemka kumple z pracy się zainteresowali, pytali jak się czuję i dostałam pozdro. Naprawdę fajne, jak ludzie bywają empatyczni. Wszystkie koleżanki z którymi pisałam też się mocno przejęły i tylko do mnie wypisywały.
Ogólnie z większością lekarzy i pielęgniarek też mi się mocno udało na oddziale, od poczatku do końca wszyscy byli mili, nikt mi nie odmówił badania, nikt nie zrobił problemu. Ewentualnie niedoruchane baby ginekolożki były dziwne jak zwykle, faceci naprawdę są bardziej wrażliwi i delikatni na kobiece sprawy niż te pierdolone zawistne brzydkie lochy które robią wszystko na chama i pod gorkę. A ogólnie spoko. Najchętniej wszystkim bym dała kwiatki z podziękowaniami. Ze 3 lekarzom, kilku pielęgniarkom. Szczególnie tej która latała w nocy wielokrotnie z nowym sprzętem do rzygania dla mnie, he he. :P Miałam też bardzo miłe starsze ode mnie 'dziewczyny' na sali, oglądałyśmy tv i gadałyśmy jak akurat byłam przytomna, od jednej mam też kontakt :)
Także cóż. Morał z tego taki - doceńcie ludzie to, że się dobrze kurwa czujecie, że możecie się ruszać, jeść, być w domu, nic wam nie dolega. Bo chociaż wiem, że są poważniejsze operacje, poważniejsze i cięższe przeżycia to i tak nikomu nie życzę swoich. Serio. Ja marzę o tym, żeby dojść do siebie i potem do ładu.
3 CZERWCA 2019
29 MARCA 2019
22 STYCZNIA 2019
13 STYCZNIA 2019
15 GRUDNIA 2018
17 LISTOPADA 2018
20 PAŹDZIERNIKA 2018
2 PAŹDZIERNIKA 2018
Wszystkie wpisy