Przebudzenie. Moment kiedy jesteś jeszcze zbyt nieprzytomna, żeby otworzyć oczy, ale zbyt przytomna, żeby nadal trzymać je zamknięte. Na powieki pada poranne światło, w ustach posmak nieumytych zębów, w głowie tylko szum, a ciało jakieś lepkie i bez władne, dalej powalone ekstazą wczorajszej nocy. Niemrawo podniosłam rzęsy i oto zaskoczenie, nie wiem gdzie jestem ...Przez głowę przelatuje miliony myśli, jakieś strzępki informacji, obrazy. Przylot... lotnisko...mieszkanie...miasto...błyskające neony i to poczucie, że to ja będę dzisiaj dyktowała warunki czerwona szminka odbita na kieliszku...brzęczące kostki lodu. Myślenie okazało się jednak zbyt dużym wysiłkiem zwłaszcza, że pojawił się kolejny problem - pod kołdrą nie jestem sama. Spał tak obok mnie już ze trzecią godzinę, chociaż w zaistniałych okolicznościach trudno to dokładnie ustalić...Niesforna ruda czupryna, teraz nieco sklejona, frywolnie opadała mu na czoło. Grymas na jego twarzy wydawał się jakby znany, taki dumy, wręcz królewski. Dopiero spojrzenie na niego w skonfrontowaniu z obrazem apartamentu , w którym na podłodze leżały ubrania, a w powietrzu unosiła się woń alkoholu i seksu wywołało lawinę wspomnień o działaniach, których dokonywały nasze rozszalałe ciała, chyba bez pomocy umysłu, najpierw w taksówce, w hotelowej windzie, na drzwiach pokoju, na kanapie, a wreszcie w łóżku, może szkoda, że ich areną nie stał się także prysznic, może nie czuła bym się wtedy jak brudna szmata. Odwróciłam się na drugi bok, żeby jeszcze choć na chwilę zasnąć, z jednej strony zapomnieć o tych chwilach, a z drugiej zatrzymać je ze sobą na dłużej, gdy nagle poczułam jego stalowy wzrok na moim zabrudzonym wczorajszą nocą barku (...)