photoblog.pl
Załóż konto
Dodano: 18 LIPCA 2012

Rozdział 3 - Co chowasz(...)?

 

Odwróciłam się w jego stronę. Był zaspany, niewinny i jeszcze bardziej odrzucający niż wczoraj. Już chciałam się zbierać, uciekać, zapomnieć o nieudanym kochanku, gdy w tej samej chwili on objął mnie swoim na pozór męskim ramieniem i łamanym francuskim wydukał, że dawno z nikim nie było mu tak dobrze. Swoim wyuzdanym polskim językiem powinnam w tej o to chwili wyczyścić mu otwór gębowy za tak "miłe" słowa, jednakże wyrzuciłam z siebie niezrozumiałe dla niego "kurwa". Zdezorientowany spojrzał na mnie i idealną angielszczyzną zapytał:

- What do you mean?

Podniecił mnie ten jego akcent. Był taki nieskazitelny, dziewiczy, niewyuczony na pewno w żadnej szkole obiecującej 100% zdawalność Matury. Chciałam by powiedział coś jeszcze, bym mogła jeszcze raz usłyszeć tą angielską chrypkę, bym mogła jeszcze raz oddać się chwilowej ekstazie.

On tymczasem się nie odezwał. Wstał. Naciągnął na siebie za duże bokserki i powolnym krokiem udał się w stronę łazienki, która wczorajszej nocy jako jedyna z pomieszczeń nie została przez nas seksualnie rozdziewiczona. (...)

Zabrał mnie na śniadanie. Zamówiłam butelkę wody, bo tylko to byłam w stanie przełknąć w jego towarzystwie. On tymczasem delektował się kiełbasą większą od jego penisa i zestawem fasolo podobnym. Było mi co raz bardziej niedobrze.

Juz chciałam się zbierać, wymigać się od dalszej części spotkania krótkim "Bye", jednakże w tym samym momencie nad Paryżem zaświeciło słońce. Jego otulona jedną z gwiazd ruda czupryna wydała się taka zniewalająca, a założone na nos Ray-Bany dodawały mu tej miastowej nonszalancji.

Postanowiłam zaryzykować. Zapuścić się w miasto z nieznanym, totalnie niepociągającym mnie rudzielcem. Stało się. (...) 

Czwartą godzinę zwiedzaliśmy miasto. Brud i pot były moją drugą skórą. Gotowa byłam chodzić gola po Paryżu. On tymczasem gotował się w wielkiej, czarnej bluzie dokładając na głowę jeszcze kaptur. Sprawiał wrażenie jakby przed czymś uciekał, jakby się kogoś bał. Pokazywał mi tylko ten Paryż, gdzie było mało ludzi, mało straganów, gdzie w ogóle nie było życia.

On cały był jego pozbawiony, lecz wszystko zmieniło się nocą. (...)

Podobno nazywało się to Sacre-Coeur. Podobno było tam pięknie, podobno chyba znów poczułam się jak małolata.

Nie pamiętam. Po drodze zdążyłam wypić trzy butelki taniego szampana, które kupiliśmy w podrzędnym, francuskim monopolu. Bawiłam się z nim świetnie. Nosił mnie na barana, ja całowałam mu czoło odgarniając po kosmyku każdy jego rudy włos.

Wykapaliśmy się w fontannie. Bez pruderii, bez zbędnego dotykania miejsc intymnych. Po prostu wzięliśmy kąpiel. Umyliśmy się z brudu poprzedniej nocy, zaczęliśmy wszystko od nowa. (...)

Podeszłam do niego, ukłoniłam się niczym trzynastoletnia lolitka:

- Nice to meet you, I'm Weronika.

- Nice to meet you, (...) - powiedział, a ja nie pozwoliłam mu dokończyć.

Nie chciałam wiedzieć jak się nazywa. Chciałam po prostu jeszcze raz posmakować jego ust. 

 

Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika wcieniumonarchii.

Informacje o wcieniumonarchii


Inni użytkownicy: wypadek8kd87eweorsmaciej11301992brooklyn10laura12122dziubdziakolinatorexahmedivilnes1


Inni zdjęcia: 1412 akcentovaWIOSENNIE I RÓŻOWO xavekittyxLune chasienkaZnaki judgafZachód nad Okęciem bluebird11... maxima24... maxima24Pośmigane. jabolowekrwi;) virgo123;) virgo123