Z myśli na myśl przetaczające się spięcie wyrywa się sunąc po mym leżącym ciele, pełźnie ku dłoni w szczelinach rozbitej posadzki...
Elektryzuje zaciskając mą pięść, przesuniętym kadrem zmiękczonej świadomości siedzę wpatrzony błyskom czerwieni...
W chichoczącej elektryczności laboratorium mego tchnienia, podpięty przekodowaniom unoszącymi mą sylwetkę bezwładną...
Czerń zakrywa mą zatrzaśniętą dłoń, zakłada skórzaną rękawicę, tak czarną jak co raz mocniej ciemniejąca noc...
Na skórze mej blednącej obite lustrzane alarmy dudnią zamarłym sercem, kalkulacje przesuwają wskaźniki w górę...
Z gotowości wystrzału zgłodniałe strzały pędzą do mnie w podłączeniach elektrodowych, wybuchem metamorfozy pochwytując...
Huczące lata zjadają doczesność, w przetwarzaniach zmieniają się kontury rosnące, zmienia się cielesność dojrzewająca...
Czarne krwinki w krwi płyną ku umysłowi wzburzając w ciele powtarzający się ciąg słów, wciąż i wciąż rosnący głodem serca...
W białej karnacji stoję cały zatopiony w czerni, cały w kolcach srebrzystych, tęczówka oczu ściemnia się w mych wpatrzeniach...
Smarem zwęgleń pocięty blond mych bez ustanku rozwiewających się loków, słyszę podkręcenia zapalanego motoru...
W ich dudnieniu zrywam się z podłączeń umysłu...