I w chwili, gdy chciałam zrobić kolejny wielki krok dostzegłam zaspę. Kolejna cholerna zaspa. Trudno dzielnie kroczyć przed siebie. Zgubiłam jednego buta, zamiast niego do świata szczerzy się paluch. A plaster? Gdzie zgubiłam plaster. Przecież miał chronić przed kamieniami. A może warto było zaszczepić się przeciw tężcowi. Kamienie lecą i nikt ich nie uniknie, nasłuchuję tylko jak lecą.
Mam poranione palce. Patrzeć nie mogę na wstążki i trociny. A niech prezenty dupą wam wyjdą oliwki i trufle, wstążeczki też.
Marmolado, poproszę dwie łyżeczki do chwil.