Miałem kiepski dzień, lepiej do mnie nie podchodź, poznaje smak życia i jest raczej gorzko.
Muszę pozdrowić teraz wszystkie te poprzednie, nim powiem, że nie dorastacie do pięt jej.
Niby wszystko teraz wam się układa tu, a mimo wszystko jednak coś Cię ciągnie w dół.
Jak masz problem to rozwiąż go sam, ja to pierdole, swoje życie mam w dupie, a co dopiero Twoje.
To nie klęska przegrać jedną z bitew, klęska to przestać walczyć i przegrać całe życie.
Mam pełen słoik słonych wspomnień o Tobie.
Układanka zalet i wad, chcę temu sprostać, to ostatnia prosta ja muszę się wydostać.
Mówisz, że to co mówisz to prawda nie wiedziałem, że prawda tak nisko upadła.
Czasem porażka przybliża do zwycięstwa, poddać się bez walki to jest dopiero klęska.
Ziomuś, weź zatrzymaj się na moment, popatrz w tamtą stronę gdzie nomen omen wszystko jest znajome.
Miej zaufanie do mnie to i ja w Ciebie nie zwątpię.
I tylko nie mów mi znów, że trzeba być twardym i trzeba coś zagrać. Nie chcę w życiu grać cudzych ról, to nie jest nic warte, to by była nieprawda.
Szczęściem chcesz się podzielić, porażki dzielą nas same.
Tylko krzyk nienawiści dziś słychać i trzeba żyć, bo zagłuszyć może go dopiero cisza.
Witamy w rzeźni świat kłamstw i pleśni to gówno cię po pierwszej degustacji uzależni...
Mnie wciągnie to bagno bez Ciebie, choć czasem w bagnie podtapiamy siebie.
Chciałbym usłyszeć dziś od Ciebie tylko prawdę, że nie zależy Ci czy dobiegnę czy upadnę.
Wiara nie żyje, miłość leży gdzieś chłodna.