[...]
I takiej ciszy już nic nie było w stanie przerwać. Wiadome, że jedno słowo, zdanie, baa.. zaprzeczenie zmąciłoby pozorny spokój stanowiący aurę tegoż wieczoru, ale żadna z osób tego nie chciała. A może po prostu nie miała odwagi. Bo po cóż próżno sprzeciwiać się prawdzie - znanej od dawna lecz jakby nieuświadomionej i nieogłaszanej wszem i wobec.
Mijały sekundy, minuty, godziny. Nastał chłodny wieczór, a w małym ciemnym pokoju w niezmienionych pozach, jakby wyrzeźbieni w marmurze egzystowai: on - zmartwiony i bezsilny chłopak i ona - zniszczona, na skraju szaleństwa będąca dziewczyna. Z osłupienia wyrwało ich dopiero głośne pukanie do drzwi.
- A tuż za dzwiami
Ponad nami,
Moc pretensji i uwag
Teraz nie będzie nam brak - tak!
- wydeklamowała dziewczyna chwiejnym krokiem zmierzając powitać niezapowiedzianego gościa.
[...]