Dziś rozpoczęłam nowy projekt. Wyjątkwo wbrew swoich przyzwyczajeń rozpatruję to co pozostawiam tu, a nie to, ile wspaniałych rzeczy mnie czeka. Jestem pewna, że ogromny stos nowości dobrze na mnie wpłynie, mimo to mam świadomość, że pewne elementy tutaj zapoczątkowane i pielęgnowane od dawien dawna będę musiała mocno przeorganizować. Uczucie tęsknoty dopadnie mnie szybciej, niż się tego spodziewam. Zabraknie ludzi mojej miłej codzienności, ciepłego mleka każdego ranka i wieczoru, kosmicznych uwag taty, zachodów słońca, których tak pięknych nie spotkam w innym miejscu i znanych na pamięć ścieżek. Nie umiem sobie wyobrazić, że za dwa dni nie będziemy kontunuować naszego orlikowego maratonu trwającego już bagatela cztery miesiące. Choć to nie do końca nowe życie... Nie dokończyłam kilku wątków, intrygujących niedomówień, dodatkowo to nadal skierniewicki związek dyktuje moje kroki, a jesień w pełni. Zmieni się wiele, mimo to nadal będę tą samą stęsknioną osobą, wracającą do domu, do rzeczy, których z dnia na dzień się nie opuszcza.