Zimny wiatr wplatał mi we włosy skrawki pociesznych słów.
Mogliśmy rozsyłać schowane w poczecie niskich obłoków
promienie słońca. Niewinne drobiazgi, a zapomniałam o
nadchodzącej jesieni na kilka godzin. Uśmiech drugiego
człowieka skutecznie rozproszył wszelkie szepty melancholii.
Kiedyś wyżej uniosę wzrok, obiecuję to sobie.