Mamy dwieście pięćdziesiąty ósmy dzień roku, piętnasta noc września, kolejna deszczowa i
mglista. Od rana po głowie krążą mi zbędne błahostki, o których nie warto wspominać, które
psują dodatkowo iście jesienny humor. Tym razem tata stał się moją ofiarą i razem ze mną
dopingował ulubionych kopaczy, patrząc w niebo i modląc się, by deszcz nie lunął nam na
głowę. Nie lunął, choć niektórym przydałby się zimny prysznic. Gdy byłam mała często
jeździliśmy razem na siatkówkę, nie da się zapomnieć, mimo upływu czasu jak mocno byłam
przesiąknięta tym środowiskiem- rodzinnym, prostym i pozbawionym negatywnych emocji. Z
czasem porzuciłam to, by odnaleźć siebie gdzieś w juniorskich marzeniach. Zagrały
indywidualności i dziś nie należę do nikogo, a tata woli czytać książki. Piję setny kubek
herbaty tego wieczoru i myślę sobie, że zmarnowałam więcej swoich szans w Edenie, niż
pamiętam. Nie umiem współpracować ze sobą, a tymbardziej z tymi, którzy zjadają moje noce.
Od tego roku nienawidzę deszczu, mgieł i zimna. Myślę o przyszłym tygodniu i wiem, że
prędzej utopię się w deszczu, niż wysuszę w słońcu. Jesień puka do drzwi, od kilku dni
słyszę jej ciężkie kroki. Zgiń i przepadnij, daj mi żyć i nie pozwól mi nigdy więcej o tym
wszystkim myśleć.
Inni zdjęcia: 1435 akcentovaClonnage. ezekh114Sobota patusiax395... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24