By uwolnić miłość
I cóż, że giną lasy! Cóż, że niebo
staje się ziemią dla dusz.
Odchodzę, choć wiem - cisza nie uśmierzy
krzyku, serce wymknie się
tylnym wyjściem.
Obłaskawiam uśmiech, delektuję się
łzami, jeszcze ciepłymi.
Wije się przerwana linia -
dość nikła, by wyważyć drzwi
do przyszłości, skłamać w imię samotności.
W lewym przedsionku słyszę
muzykę - tę samą balladę, co kładła się
do Twoich snów.
Powróć, ujrzyj we mnie serce,
które koliduje z niebem,
sprzeciwia się ziemi.
Zakochałam się w Twoim oddechu -
w błogiej ulotności,
wierności płucom, oddaniu losowi.
Pokornie pragnę
dostrzec w Twoim oku moją zagubioną łzę.
Wiem jednak, że odejdę, zanim świat
zacznie się na nowo. Wyruszę,
choć rozumiem, że płodne są myśli,
jeszcze gorsze wspomnienia,
których cierpki miąższ
spływa po brodzie.
Strach, uśmierzony Twoją dłonią,
stanie się kanwą dla pragnień -
zbyt wiernych, by uwolnić miłość,
przyznać się do uśmiechu.
Tylko obserwowani przez użytkownika ostatniepowitanie
mogą komentować na tym fotoblogu.
1 dzień temu
1 dzień temu
1 dzień temu
1 dzień temu
1 dzień temu
1 dzień temu
1 dzień temu
1 dzień temu
Wszystkie wpisy