Szkoła się skończyła. Jakie to dziwne. W ogóle tego nie czuję. Teraz wszystko kręci się wokół matur. Niby się nie przejmuję, bo w mojej hierarchii nauka i dobre wyniki nie zajmują najwyższego miejsca. Świat się na tym nie kończy - są ważniejsze wartości. Ale trochę przeraża mnie to, że nawet nie zaczęłam pisać prezentacji na ustny polski. I nie mam pojęcia, kiedy zacznę. Mistrzyni ostatniej chwili wita.
Zakończenie? Zleciało szybko i w dobrej atmosferze. Było wesoło. Łzy też były, ale nie tak dużo jak ostatniego dnia w gimnazjum. Nie będę tęsknić za harówką w szkole średniej, za nieprzespanymi nocami, stresami, za tym, że każda doba była za krótka o jakieś 20 godzin. Będę tęsknić tylko za tymi nielicznymi przerwami między lekcjami, kiedy miałam możliwość odłożenia choć na chwilę zeszytów. Wtedy działa się magia. Nie zawsze, co prawda. Trzecia klasa liceum przeplatała się różnymi tragediami, już nawet nie szkolnymi, ale bardzo wpływającymi na naukę. Trzeci rok to był dla mnie trening osobowości. Odkryłam, że mogę znacznie więcej. Dokonywałam rzeczy, których nigdy bym się po sobie nie spodziewała. Znów dorosłam.
Teraz przed nami kolejne trudne życiowe wybory. Nie ma nic gorszego, niż niepewność.
A taka właśnie jest przyszłość - niepwna.
Powodzenia, maturzyści!
Zdjęcie z Kazimierza. Rejs Wisłą zawsze spoko. :)