Z dzisiaj. Jestem mega zadowolona.
Apacz jak zwykle się starał i o dziwo ja bez strachu skoczyłam okser o.O
Lov lov lov Apacza. Taki kochany konik .. dzisiaj znów szedł za mną na pastwisku, bez trzymania..
A, że nie chciało mi się po niego na sam koniec lecieć to nawet przyszedł do mnie.
Tylko, co ja z tego mam, że go pokochałam? Nic. Nie jest mój. Marnuje się w rekreacji, a szkoda, bo potencjał ma duży. Świetnie skacze, choć według niektórych "nie nadaje się do skoków, bo robi stopki, nie jest nauczony i wgl.. " Mi stopki nie zrobił ani razu. Zresztą, dlaczego się dziwią, skoro jeżdżą na nim dzieci szarpiące go za pysk, obijające się o grzbiet i kopiące? Eh.. szkoda gadać. Nie mam co się pozytywnie nastawiać. Ale tak kochanego konia w życiu nie spotkałam.
Jutro sprawdzian z chemii z pierwszej i drugiej gimnazjum, fajnie, że umiem i jeszcze fajniej, że chce mi się uczyć. Ale będę musiała.