Zimno. I to nie tylko na dworze. Zima opętała mnie od środka. Czuję się, jak zwykle, paskudnie. Pan D mnie strasznie wkurwia, do tego stopnia, że usunęłam jego numer gg z listy kontaktów. Nie chcę widzieć jego durnych opisów, nie chcę słuchać o jego podbojach i problemach z która panną kręcić, bo gówno mnie to obchodzi.
Doszłam w ciągu ostatnich kilku dni do wniosku, że chcę być sama. Może nie tyle chcę co powinnam. Mam straszny bałagan w sercu i głowie, nie mogę się pozbierać, znaleźć swojego miejsca w życiu. Czasem mam ochotę poprostu zniknąć. Chciałabym odnaleźć w sobie iskrę optymizmu i ją wskrzesić, ale nie mogę.
Wiem, że z tym podejściem nic nie będzie lepiej, ale nie potrafię go zmienić, za dużo myślę. Niepotrzebnie.
Nienawidzę sama siebie, więc jak mają mnie lubieć, albo kochać inni?