Dzisiaj inaczej. Najpierw ujeżdżeniowo, skrócenia i dodania w kłusie i galopie, następnie poskakałyśmy. Drąg do koperty rozstawiony na jedną fule, ale dla kuca. Wymagało to od nas skrócenia, skupienia i zdecydowanej współpracy w najeździe. Domierzając do drąga w okrągłym, dobrym, energicznym acz dość krótkim galopie, koń oddał zupełnie inny skok. Miękki, płynny i prosty do utrzymania. Dobry kontakt po, bez nakręcania się. Wniosek? Skok w więszości zależy od najazdu. Powtarzane jak mantra przez Mistrzów, nie bez kozery - "SKOK ZACZYNA SIĘ W NAJEŹDZIE". i bez wychodzenia przed konia :) Tylko jeszcze żeby z dupskiem nad siodłem zostać, a nie Malysz :) Jestem bardzo zadowolona :)