Przez dwa tygodnie na przemian tylko beczałam/ słuchałam kłótni/ spałam. Na miasto wyszłam dwa razy, a po drugim wypadzie dostałam mega schizy, zaiste ledwo się ruszałam w pewnym momencie.
Kupiłam nowy telefon, jest super, głaskam go.
Jutro moje Słoneczko ma B-day, a mi się nawet nie chce wyprostować ust, nie mówiąc o wygięciu ich w łuk (to takie inne określenie uśmiechu).
Jestem aż tak głupia, że szkoła i rodzina niszczy mi życie.
Sorry Matematyko, Chemio, Biologio.