Nabrałem śniegu w ręce i zacząłem formować kulkę. Nie, to nie miała być śnieżka. To część planu...
Dziewczyny postanowiły ulepić bałwana, ale nie pozwoliły mi się w to mieszać. Chociaż mam czas...
To cudownie patrzeć jak najważniejsze osoby w twoim życiu świetnie się dogadują.
-Ej, Louis! Co się tak na nas gapisz?-zapytała Lottie.
-Jesteście urocze!-odpowiedziałem jej z uśmiechem. Przewróciła tylko oczami i wróciła do lepienia średniej kuli. Bliźniaczki zajęły się głową i szukaniem gałęzi na ręce i chyba kamyczków na oczy. To drugie chyba będzie trudniejsze to znalezienia ze względu na leżący śnieg. E tam, wsadzimy mu jako oczy dwie monety... Claudia wraz z Fizzy lepiły największą kulę. Wszystkie były całe w śniegu. Zrobiłem zdjęcie i prędko dodałem na twittera z dopiskiem Moje dziewczyny. Pewnie będą złe, ale co tam.
Moja śnieżka była już gotowa. Teraz tylko zrobić z niej kwadrat. A potem trochę odjąć tu, zrobić wgłębienie tu i mamy piękne, śniegowe serce. Twarde jak kamień.
-Patrz! Skończyłyśmy!-zawołała Phobe żebym zobaczył ich dzieło, które robiły jakieś poł godziny.
-Jest świetny!-pochwaliłem. Uwieczniliśmy go na zdjęciu. Zastanawia mnie fakt skąd miały marchewkę... A to małe złodziejki! Wybaczam... Stanąłem obok Claudii i spojrzałem w niebo-Patrzcie! Spadająca gwiazda! Szybkie życzenie!- Proszę żeby powiedziała tak. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się szeroko cały czas trzymając lodowe serce w ręku.
-Pójdziemy do tej wielkiej choinki na środku parku?-zapytała Fizzy. Zgodziliśmy się i ruszyliśmy. Musiałem iść za nimi, bo przyczepiły się wszystkie po obu stronach do Dee. W sumie to mi tym pomogły. Przystanąłem na chwilę i sięgnąłem do kieszeni spodni. Małe, czerwone pudełeczko, a w nim pierścionek. Otworzyłem je i przyjrzałem się jeszcze raz świecidełku. Wyjąłem je i wbiłem w to ulepione serce. Wziąłem głęboki wdech i wydech.
-Idziesz?!-krzyknęła Daisy. Schowałem puste pudełko i pobiegłem do nich.
Staliśmy już pod tą wielką, pięknie przyzdobioną choinką. Robiła wrażenie. Podszedłem do niej.
-Piękna, prawda?-przeniosła wzrok z drzewa na mnie i uśmiechnęła się.
-Piękna...-powiedziałem i spojrzałem na jej ręce.-A ty chcesz być chora?-zapytałem zauważając, że nie ma rękawiczek.
-Przemokły.-wzruszyła ramionami.
-To nic...-będzie łatwiej, dodałem w myślach.-Wiesz, że cię kocham...-raczej stwierdziłem niż zapytałem.
-Też cię kocham.-uśmiechnęła się i przytuliła do mnie.
-A mogę ci zadać jedno pytanie?-odsunąłem ją od siebie i spojrzałem jej prosto w oczy. Skinęła głową. Wdech i wydech. Klęknąłem przed nią i zadałem to jedno pytanie:- Wyjdziesz za mnie?-wykładając na ręce lodowe serce z pierścionkiem.
Za sobą usłyszałem ciche piski sióstr, a ona stała nieruchomo z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Oczami Claudii.
Wyjdziesz za mnie? te słowa huczą mi teraz w głowie. Nie mam kontroli nad własnym ciałem, a głos w mojej głowie krzyczy, a nawet drze się TAK!.
Wdech i wydech.
Zimne łzy na policzkach, łzy szczęścia. Uśmiech na twarzy. Potrząsnęłam głową na zgodę i dodałam:
-Tak, Louis.-tego oczekiwał. Wsunął mi pierścionek na palec, wstał i złapał moją twarz w dłonie, a następnie złożył na moich ustach namiętny i pełen czułości pocałunek.
-Kocham cię.-wyszeptał-Dziękuję...
-Kocham cię.-powtórzyłam patrząc mu głęboko w oczy, w których teraz tańczyły iskierki szczęścia. Kawałek mojego życzenia się spełniło założyć szczęśliwą i kochającą się rodzinę z Louisem. Jeden mały kroczek dla naszej przyszłości.
-My też was kochamy!-usłyszeliśmy krzyki 4 dziewczyn. Uśmiechnęliśmy się do siebie i utopiliśmy w grupowym, rodzinnym uścisku.
~*~*~*~*~
Wróciliśmy do domu tzymając się za ręce, a przy naszym boku szły siostry Tommo z wielkimi uśmiechami na twarzach. Lottie chyba była najbardziej szczęśliwa, bo to ona odkąd przyjechała truła Lou głowę. Chyba była dumna z brata.
Przekroczyliśmy próg i od razu najstarsza z dziewczyn krzyknęła:
-Louis oświadczył się Claudii!-i zaczęła skakać z radości. Zaraz w przedpokoju znalazła się cała zawartość domu w postaci ludzi. Moja mama i mama Lou spojrzały na nas prosząc o wyjaśnienia. Uśmiechnęliśmy się do nich szeroko, a te się rozpłakały i przybiegły nas przytulić. Potem przyjęliśmy gratulacje od zespołu i ich rodzin.
Jeden z najpiękniejszych dni mojego życia.