Oczami Louisa.
-I co siostro? Nie ma dla ciebie prezentu?-zaśmiałem się stając koło Lottie.- Mieliśmy dla ciebie taką ładną torebkę, ale stwierdziłem, że ucieszysz się z czegoś innego...-spojrzała na mnie pytająco.- Dobra... Twój prezent jest w szafce pod zlewem w kuchni.-wytknąłem jej język, a ona przywaliła mi w ramię.
-O co kłóci się moje ukochane rodzeństwo?-zapytała Claudia obejmując mnie od tyłu.
-W sumie o nic...-wzruszyłem ramionami.
-Lou, Lou!-podbiegły do mnie bliźniaczki. Wziąłem je na ręce. Lekkie już nie były.-Wszystkiego najlepszego!-krzyknęły i sprzedały mi po buziaku w oba policzki oraz wręczyły kolorowe laurki.
-Czuję się zazdrosna...-zaśmiała się lekko Dee stając przed nami. Phobe (chyba) wyciągnęła do niej ręce, a ona wzięła ją ode mnie. Siostra teraz jej sprzedała buziaka w policzek.
-Wszystkiego najlepszego Louis!-krzyknął Harry, a za nim wjechał Niall z tortem. Jejku! Jacy kochani przyjaciele! Odstawiłem Daisy i poszedłem wszystkich przytulić. Ale mi się na czułości zebrało.
-Pokrój-podałem nóż Caren.-Ja nie mam do tego ręki...-zaśmiałem się. Zaraz wszyscy zajadali się pysznym tortem, który był naprawdę pyszny. Masło maślane. Mniejsza z tym. Był pyszny!
Oczami Nialla.
Siedzieliśmy przy stole z moją rodzinką i rodzinką Emily rozmawiając. Dobrze, że wiedzieli, że Lily nie ma rodziców. Znając moją mamę palnęła by jakąś głupotę. Na zegarze wybiła 18.
-Przepraszam na chwilkę...-Emily odeszła od stołu i udała się do kuchni. Zapewne po swoje leki.
-Przypilnujesz jej jak wyjedziemy, prawda?-zwróciła się do mnie ciocia Lil. Skinąłem głową na tak.-Trzeba przypilnować jej diety i pory brania leków.
-Emily jest odpowiedzialna.-zapawniłem.-Ale i tak będę jej pilnował...
-A co się dzieje z Emily?-wtrąciła moja mama.
-Pójdę sprawdzić czy wzięła te tabletki-oznajmiłem i poszedłem do kuchni. Nie miałem zamiaru w taki dzień jak dziś słuchać pocieszań mojej mamy. Przecież i tak to nic nie da... Siedziała na blacie ze szklanką wody i wzrokiem w nią wbitym. Stanąłem przed nią i łapiąc za podbródek sprawiłem aby na mnie spojrzała. Miała smutne oczy.-Co się dzieje?-zapytałem.
-Nic...-wzruszyła ramionami.-To już drugie święta bez nich...-po jej policzku spłynęła samotna łza, którą pospiesznie starłem kciukiem.
-Na pewno są z ciebie dumni, że dajesz radę.-pocałowałem ją w czoło.-Jesteś silna i masz osoby, które ci pomogą, zawsze. Pamiętaj o tym.
-Dziękuję.-odstawiła szklankę na bok i wtuliła się we mnie.
Oczami Louisa.
-Pójdziemy na spacer?-podbiegła do nas Daisy. Do mnie i Claudii.
-Oczywiście.-uśmiechnęła się do niej dziewczyna.-Może powiedz swoim siostrom, że idziemy, może też chcą...-uśmiechnęła się i pobiegła.
-Wiesz, że jesteś kochana?-szepnąłem jej na ucho i pocałowałem w policzek.
-Ty też.-uśmiechnęła się.-Ruszaj dupę, bo dziewczyny już czekają!-pogoniła mnie.
-Już, już. Zaraz będę!-powiedziałem i pobiegłem do góry. Teraz albo nigdy? Znalazłem to, co kupiłem ostatnio i miałem wykorzystać to w noc Sylewster/Nowy Rok. Jednak dzisiaj chyba będzie odpowiedniejsza pora na takie coś. Idźmy spełniać marzenia! Zbiegłem na dół, ubrałem kurtkę, buty i zawiązałem szalik po czym dołączyłem do dziewczyn na zewnątrz. Padał śnieg. Cudownie! I jest to powiedziane z pełnią optymizmu. Złapałem Dee za rękę i ruszyliśmy wszyscy w stronę parku.
Sorki, że takie krótkie, ale jakoś nie mam czasu na dłuższe. cieszcie się, że są :)