Oczami Harryego.
-To moi!-krzyknąłem. Caren wzięła na ręce małą Hannah od Fizzy i poszliśmy do drzwi.-Cześć wam!-przywitałem rodzinkę i wpuściłem ich do środka. Mama latała wzrokiem na mnie, Caren i Hannah i tak w kółko. Uśmiechnąłem się do niej.
-Haroldzie Edwardzie Milwardzie Styles!- groźnie Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć, że zostałam babcią?!-krzyknęła.
-A zostałaś?-zapytałem 'zszokowany'.
-A nie?-zapytała zdziwiona i podirytowana.
-Nie.-zaśmiałem się. Przytuliłem się do Enn od tyłu.
-Kto to?-zapytała Gemma wskazując wzrokiem na małą.
-Mała Hannah.-oznajmiła moja dziewczyna.-Siostra Claudii, dziewczyny Lou.-podała mojej siostrze dziewczynkę.
Poczułem klepnięcie w tył głowy. Mama. Rozmasowałem bolące miejsce.
-Nigdy sobie ze mnie tak nie żartuj, chyba, że chcesz żebym wylądowała w szpitalu.-pogroziła palcem.
-Już dobrze, dobrze...-przytuliłem ją. Dołączyliśmy do reszty w salonie.
Oczami Stelli.
Kolejny dzwonek. Tym razem to chyba do Zayna. Już się boję. Mulat wziął małą na ręce, ale ta się obudziła i zaczęła troszkę płakać.
-Teraz ją uspokój.-rozkazałam mu.-A ja otworzę-puściłam mu oczko. Podeszłam do drzwi i otworzyłam. Ujrzałam rodzinkę Malik.-Witajcie, zapraszam...-wpuściłam ją do środka. Przywitałam się z dziewczynami, mamą chłopaka i jego ojcem, który nie pałał do mnie sympatią.
-A gdzie mój syn?-zapytała Trisha.
-Już go wołam. Próbuje uspokoić małą...-uśmiechnęłam się.-Zayn! Twoja rodzina!-zaraz chłopak zjawił się przy mnie z Hannah, którą kołysał na ramieniu. Wzięłam ją od niego, a on przywitał się z każdym po kolei. Podeszła do mnie pani Malik z pytaniem 'czy to moja wnuczka?'. Uśmiechnęłam się do niej i spojrzałam znacząco na Zayna. Objął mamę i oparł swoją brodę na jej ramieniu.
-Nie, mamo. Mamy jeszcze czas...-zaśmiał się.-To jest Hannah, siostra dziewczyny Louisa.
-Możemy pogadać?-zapytał pan Malik swojego syna. Chłopak uśmiechnął się do mnie blado, wziął kurtkę z wieszaka i wyszli na zewnątrz.
-Nie przejmuj się nim-pocieszyła mnie Doniyah.-Nie może przyjąć do świadomości faktu, że jego dzieci zaczynają radzić sobie same. Do mojego chłopaka też jest uprzedzony...-przytuliła mnie uważając na małą.
Oczami Zayna.
-O czym chciałeś gadać?-zapytałem prosto z mostu. Nic nie powiedział.-Chodzi o Stellę, tak?-znów cisza.-Czemu jesteś do niej taki uprzedzony? Nie możesz przyjąć do świadomości tego, że ją kocham i z nią wiążę swoją przyszłość?-mówiłem trochę zdenerwowany.-Tylko ty masz z tym problem. Mama i dziewczyny ją uwielbiają, a ty oczywiście musisz się wyróżniać i chodzić obrażony na cały świat, bo twój syn ma dziewczynę, którą kocha i nic, ani nikt tego nie zmieni.-zaczynałem krzyczeć.-Ranisz mnie tym. A pomyślałeś jak ranisz tym ją? Ona chce pokazać się z jak najlepszej strony, stara się, a ty tak po prostu wszystko olewasz. Zrozum, że nie liczysz się tylko ty! Ja też mam swoje życie i mam prawo być szczęśliwy z kim chcę, a nie z tym z kim ci się będzie podobać!
-Przepraszam...-powiedział cicho. Mój ojciec mnie przeprasza? Tego jeszcze nie było. Stałem tam zbity z tropu i patrzyłem na niego.-Przepraszam. Po prostu nie wyobrażałem sobie, że mój jedyny syn, ten buntownik, będzie chciał założyć rodzinę. Masz racje, myślałem o sobie. Twoja matka i dziewczyny nie dały mi zapominać o tym jaki to jestem głupi myśląc, że wszystko będzie po mojemu. Przepraszam.-nic nie mówiąc podszedłem i mocno go objąłem.- Chcę żebyś był szczęśliwy.
-To idź porozmawiać ze Stellą. Jej jest na pewno bardziej przykro niż mi.-poprosiłem. Wróciliśmy do domu. Znalazłem Stellę i wyszeptałem jej do ucha-Mój ojciec chciałby z tobą porozmawiać...-spojrzała na mnie lekko wystraszona. Uśmiechnąłem się pocieszająco-Idź, wszystko będzie okej. Zobaczysz.-pocałowałem ją w policzek i jeszcze raz kazałem iść.
Kilka godzin później. Wieczerza wigilijna. (Stella, Caren, Claudia, Danielle, Emily)
Oczami Stelli.
Ojciec Zayna przeprosił mnie za swoje zachowanie. Zawrzeliśmy przymierzę. Jestem zadowolona z tego faktu, bo już nie muszę się martwić, że coś stanie nam na drodze.
Z rodzicami Nialla i Liama, było spoko, gdyby nie to, że mama Irlandczyka zemdlała i trzeba było robić jej okłady, a biedny blondyn chodził w kółko i powtarzał, że to wina Claudii. Ale wszystko jest okej.
Rodzice Paynea byli wręcz ucieszeni tym, że 'mają wnuczkę', gdy okazało się, że jednak nie mają, kazali Liamowi działać, bo chcę mieć nowe pociechy. Tego nikt się nie spodziewał.
Teraz już zajadamy potrawy przy stole tocząc miłe konwersacje.
-To teraz tak...-zaczął Liam, gdy posiłek dochodził ku końcowi.-Wszyscy do 25 roku życia pod choinkę, a dla reszty prezent specjalny...-uśmiechnął się.
-To my poczekamy, chcemy zobaczyć ten prezent specjalny.-powiedziała Nicola.
-Okej, okej. Więc... Dzieciaki zostają u nas do Sylwestra, a wy wszyscy lecicie sobie do Turcji na zasłużony urlop. Nie chcemy słyszeć sprzeciwu.-wręczył wszystkim koperty. Byli wielce zaskoczeni takim prezentem, no ale z nami nie warto się kłócić. Reszta pognała pod choinkę.
zaraz kolejny za wynagrodzenie tego, że wczoraj nie było :)