Następny dzień. 2 dni do świąt.
Oczami Claudii.
Razem z dziewczynami postanowiłyśmy zrobić makowca. Rozdzieliłyśmy sobie zadania i zabrałyśmy się do roboty.
-Niall, zostaw tą polewę czekoladową!-ostrzegła Emily, która nawet nie musiała się odwracać by wiedzieć, że już się czai. Westchnął tylko i wrócił z powrotem do chłopaków, którzy mieli przygotować plan ustawiania stołów, miejsc.
Rozdzwonił się dzwonek do drzwi.
-Otworzę!-krzyknęłam i pobiegłam do drzwi. Szybko otworzyłam i ujrzałam moją mamę z siostrą na rękach i ojczyma. Przywitałam się z nimi i wzięłam małą na ręce po czym wpuściłam ich do środka.-Rozgośćcie się.-poleciłam i zdjęłam siostrze kurtkę, czapkę, szalik i butki. Zaprowadziłam ich do salonu gdzie siedzieli chłopcy, przywitali się z moją rodzinką.-Patrzcie kogo ja mam, nasz plan...-uśmiechnęłam się.-To jest Hannah.-przedstawiłam ją chłopcom.
-Moja szwagierka!-ucieszył się Louis i wziął ją na ręce.
-Pójdę zrobić herbatę.-oznajmiłam i poszłam do kuchni.
-Ciasto już się piecze.-oznajmiła Danielle. Uśmiechnęłam się do nich.
-Idźcie do salonu.-poleciłam. Zrobiłam gorący napój dla przybyłych i również dołączyłam do reszty.-Komu sprzedaliście moją siostrę?-zapytałam gdyż nie dostrzegłam jej w pokoju.
-Stella i Zayn postanowili ją uśpić...- oznajmił Liam.
-Instynkt rodzicielski się w nich odezwał...-westchnęłam. Zawtórowały mi śmiechy wszystkich zgromadzonych.
-No to o co chodzi z tym planem?-dopytała mama.
-Chcemy sprawdzić rodziców chłopaków. Wiesz... Na to, że mają dziecko, a nic nie powiedzieli.-uśmiechnęłam się.
-Tylko chłopaków?-dopytał ojczym.
-Tak, tak będzie zabawniej...-powiedziała Caren.
Wigilia.
Jeszcze sprawdzę czy dla wszystkich jest miejsce... Ja, Mama + Hannah, Roger, Louis, Jego Mama, Fizzy, Lottie, Daisy, Phobe, Caren, Jej Mama i Tata, Harry, Jego Mama i Ojczym, Gemma, Niall, Jego Mama i Ojczym, Greg, Emily, Jej Ciocia i Wujek, Aaron, Danny, Zayn, Jego Mama i Tata, Waliyah, Doniyah i Saffa, Stella, Jej Mama i Tata, Ashley, Liam, Jego Mama i Tata, Nicole, Ruth, Danielle, Jej Mama i Tata, Max, Amy, Sara. Wszyscy? 46 osób! OMG! A może jeszcze przyjadą dziadkowie Stelli. Ale raczej nie, mówiła coś, że święta spędzają z przyjaciółmi... Tak więc 46 osób to cała najbliższa rodzina ONE DIRECTION. Wyobrażacie sobie ile musiałyśmy nagotować jedzenia, biorąc jeszcze pod uwagę, że na tej Wigilii będzie Niall! Tydzień w kuchni...
Dzwonek do drzwi.
-To moi!-krzyknął Louis i wziął od mojej mamy Hannah. Poszliśmy razem otworzyć. Dobrze, że wszystkim kazaliśmy przyjechać na różne godziny, żeby się nie pogubić. Otworzyliśmy drzwi i zobaczyliśmy 5 dziewczyn Tommo, które radośnie się uśmiechały, jednak na twarzy Jay można było dostrzec zdziwienie na widok jej syna z dzieckiem.-Hej Mamo! Cześć dziewczynki!-powiedział wesoło.
-Cześć!-przywitały się jego siostry.
-Louis... Czy chcesz mi coś powiedzieć..?-zapytała Jay.
-Ahh. Mamo, dziewczynki, to jest Hannah. Wchodźcie, bo zimno leci.-zrobiły krok do przodu i zamknęłam za nimi drzwi.
-Czyli...-zawahała się.
-Chyba jesteś babcią...-zaśmiała się Lottie.-A ja ciocią...
-Cieszysz się?-zapytał Lou z uśmiechem. Kobieta nie wiedziała co powiedzieć. Wzięłam małą Hannah na ręce, a Lou przytulił swoją mamę.-Spoko. Nie jesteś babcią...-powiedział i stanął obok mnie.-To siostra Claudii.-uśmiechnęłam się do nich.
-Narobiłeś mi nadziei...-westchnęła.
-Poczekaj jeszcze trochę.-puścił jej oczko.-Po prostu chcieliśmy znać twoją reakcję. Jesteś pierwszym eksperymentem, dzisiaj jeszcze cztery.-zaśmiał się.
-Czyli wszyscy chłopcy wrabiają tak swoich rodziców..?-upewniła się. Skinęliśmy głowami.-To ja przygotuję sobie na szybkim wybieraniu numer po karetkę.-zaśmiała się, a my z nią. Zaprosiliśmy je wszystkie do środka gdzie przywitali się z resztą domowników, Jay zajęła się rozmową z moją mamą, a dziewczynki zajęły się Hannah.
Poszłam do kuchni i zasypałam herbatę w kubkach. Ktoś objął mnie od tyłu i pocałował w policzek.
-Widzisz... Zawiodła się...-zaśmiał się Lou.
-Ale nie wpadła w furię...-zawtórowałam mu. Złożył pocałunek na mojej szyi.
-Jejku! Jak ja was kocham!-usłyszeliśmy głos Lottie za nami. Odwróciliśmy się i uśmiechnęliśmy do niej. Podbiegła i mocno nas uściskała.
-Wiesz, że nie ładnie to tak podsłuchiwać i podglądać?-zapytał groźnie Lou.
-A wiesz, że jesteś głupi?-odpowiedziała pytaniem dziewczyna. Przybiłam jej żółwika.- No bo ja nie wiem dlaczego ty się jej jeszcze nie oświadczyłeś!-wymachiwała rękami. Zachichotałam pod nosem, a Lou stał trochę zbity z tropu i zszokowany takim wywodem własnej siostry.
-Weź wyjdź, bo cię wyniosę.-zwrócił się do niej.
-Proszę bardzo, nie chce mi się chodzić...-wytknęła mu język.
-Zaraz wracam kochanie-zwrócił się do mnie-Tylko pozbędę się tego stworzenia. Zamknę ją w stajni, niech oporządzi nasze jednorożce!
-Macie tu jednorożce?!-krzyknęły bliźniaczki wbiegając do kuchni.
-Nie bardzo, ale mamy pierniczki.-powiedziałam wyjmując blachę z piekarnika.
-Pierniczki!-krzyknął Niall i wbiegł za nimi.
-Uwaga! Gorące!-ostrzegłam.-No i do tego gorąca czekolada, co wy na to?-kiwnęły zadowolone głowami i przytuliły się do mnie.
-Widzisz Lou...-powiedziała Lottie.-Nie wiem dlaczego...-pokręciła głową, ale nie dane było jej dokończyć, bo brat przerzucił ją sobie przez ramię i zaczął biegać z nią po całym domu, a ta krzyczała żeby ją postawił. Jej prośby zostały spełnione gdy rozbrzmiał kolejny dzwonek do drzwi...
Kolejny rozdział może poźniej, albo jutro, ale chyba poźniej :)
Czytasz = skomentuj