Oczami Caren
Szliśmy z Harrym za rękę ulicami Londynu. Dookoła było już ciemno, a jasność dawały światła samochodów i latarni. Z nieba lekko prószył śnieg. Dawno nie spędzaliśmy czasu sami.
-Stęskniłem się za tobą w tej trasie.-powiedział po dość długiej chwili ciszy.
-Ja za tobą też. Nawet nie wiesz jak bardzo.-wtuliłam się w jego bok.-Wiesz, że za około 2 tygodnie są święta? Jak spędzamy je w tym roku?
-Już mamy z chłopakami pewien plan.-uśmiechnął się.-Co ty na to żeby zaprosić nasze rodziny do Londynu i spędzić święta razem?
-Żartujesz? Byłoby cudownie, w końcu i tak jesteśmy jedną, wielką rodziną. Ale nie uważasz, że Niall może czuć się trochę głupio? Sam? W sensie wiesz o co mi chodzi...
-Nie, na pewno nie. Sama zobaczysz co będzie...-uśmiechnął się tajemniczo.
-No teraz to mi musisz powiedzieć!-zatrzymałam się.
-Wróciła...-powiedział cicho i tajemniczo. Od razu załapałam o kogo chodzi. I mam nadzieję, że wszystko się ułoży po staremu.
-Yay!-wyrwało mi się.-To co robimy dalej?
-No nie wiem. Może jakiś buziak dla mnie? Hmm?
-Oczywiście...-podeszłam do niego bliżej i musnęłam jego usta w momencie gdy dostaliśmy fleszem po oczach. Harry jeszcze bardziej wpił się w moje usta i wgl. Nie zwracał uwagi na nic w okół. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Mają to czego chcieli i ja mam to czego brakowało mi przez ostatni miesiąc.-wyszeptał z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i poszliśmy dalej ze splecionymi dłońmi. Weszliśmy do centrum handlowego na wspólną przechadzkę po sklepach. Ledwo co weszliśmy, a już zaczepiła nas jakaś grupka nastolatek prosząca o autograf i zdjęcie. Głupio byłoby odmówić, więc Hazza zajął się swoją 'pracą' a ja czekałam aż skończy. Na szczęście nie trwało to długo i mogliśmy iść dalej.
Oczami Emily
Leżeliśmy u mnie w pokoju i Niall opowiadał mi o wszystkim co wydarzyło się pod moją nieobecność oraz o planie spędzenia świąt. Nawet spodobał mi się ten pomysł. Ustaliliśmy też, że jutro spotkam się z resztą i wszystko im wytłumaczę. W sumie trochę się boję, ale z drugiej strony jestem szczęśliwa, że ich w końcu zobaczę.
Ktoś nagle wparował mi do pokoju. Zwróciliśmy głowy w stronę drzwi.
-Ups. Przepraszam. Nie wiedziałem. Już sobie idę!-powiedział z uśmiechem Aaron i wycofał się.
-Może ja już będę się zbierał.-powiedział blondy siadając.
-Nie musisz, chyba, że chcesz...-odparłam.
-Właśnie nie chcę, ale musze...-westchnął.-Nikt nie wie gdzie jestem, mogą się martwić. Ale obiecuję, że przyjdę do ciebie z samego rana i zabiorę do nas.-pocałował mnie w czoło.
-Z samego rana to ja śpię.-uśmiechnęłam się-Muszę odespać szpital...
-Przyjdę i popatrzę jak śpisz. Dawno tego nie widziałem...
-Jeśli chcesz to proszę bardzo.-przytuliłam go jeszcze raz bardzo mocno i on mnie również. Podeszliśmy do drzwi wyjściowych z mojego pokoju. Zanim wyszliśmy położył dłoń na moim policzku i lekko musnął moje usta swoimi.
-Kocham cię.-wyszeptał.
-Dziękuję, że jednak jesteś.-uśmiechnęłąm się lekko i on również. Zaprowadziłam go do drzwi wyjściowych i opuścił mój dom.
Cudownie było znów go usłyszeć, poczuć, zobaczyć.
Oczami Nialla
Cudownie było znów ją usłyszeć, poczuć, zobaczyć.
Doszedłem do domu w jakieś 5 minut. Zdjąłem kurtkę i buty i poszedłem do salonu gdzie wszyscy zalegali.
-Hej!-przywitałem się.
-Gdzieś ty był prawie cały dzień?-zapytał Liam.-Nawet znaku życia nie dałeś!
-Spotkałem kogoś i się trochę zagadaliśmy. Całkowicie zapomniałem żeby was powiadomić. Sorki.-wytłumaczyłem.
-A może chcesz nam coś powiedzieć..?-zapytał Harry.
-Emm...-zamyśliłem się.-Jutro będziemy mieli gościa.
-Kogo?-zapytała Caren.
-Zobaczycie. A teraz idę spać. Dobranoc.
I poszedłem do siebie.
-Już? Gotowa?-zapytałem Emily gdy zeszła na dół.
-Chyba...-powiedziała cicho.
-No ej, zobaczysz, że wszystko będzie dobrze.-objąłem ją w tali i ustawiłem twarzą do siebie.
-Będzie dobrze jak nie zejdą na zawał gdy zobaczą mnie taką...-westchnęła.
-Jesteś śliczna.-pocałowałem ją lekko.
-Idźcie już, bo od tej waszej słodyczy mnie głowa boli.-westchnął kuzyn Lily.-I posłuchaj go, będzie dobrze.
-Znalazłbyś sobie kogoś, a nie nam tu przeszkadzasz.-westchnęła dziewczyna.
-Okej. To dzisiaj po obiedzie ty pilnujesz Dannyego.
-Okej. Zaprowadzę go do wspaniałych ośmiu nianiek.-uśmiechnęła się. Zajarzyłem o kogo jej chodzi. To dobry pomysł.
Wyszliśmy i poszliśmy spacerkiem do nas. Otworzyłem drzwi i wpuściłem dziewczynę do środka. Było dosyć wcześnie, bo przed 10, ale im wcześniej tym lepiej. Mimo iż była wczesna pora wszyscy domownicy zjawili się prędko w przedpokoju.
-Emily!-rzuciła się na moją ukochaną, Danielle. Reszta patrzyła na mnie zdziwiona, a Harry i Stella posyłali sobie jakieś ukradkowe spojrzenia. Caren i Claudia również dołączyły do Dan.
-Cieszę się, że was widzę.-powiedziała Emily.-Chciałabym porozmawiać...- Wszyscy udaliśmy się do salonu i zajęliśmy miejsca.-Niall, mógłbyś mi dać szklankę wody? Jest 10...- Czym prędzej poszedłem do kuchni i przyniosłem to o co prosiła. Wyjęła z torebki kilka opakowań tabletek i z każdego po jednej po kolei połknęła. Wczoraj widziałem tą akcję 2 albo 3 razy. Reszta patrzyła i nie wiedziała o co chodzi.-Po pierwsze.-zaczęła-Chciałabym was przeprosić, że tak po prostu odeszłam bez wytłumaczenia. A po drugie, chciałam wam wszystko wytłumaczyć... Dlaczego...-nie przerywali jej, słuchali-Tego wymagała sytuacja. Odkąd wyjechałam, moim domem był szpital w Szwajcarii, a raczej klinika. Siedziałam przez te 4 miesiące zamknięta w czterech ścianach podłączona do kroplówek i łykająca jeszcze więcej tabletek niż przed chwilą. Już przyzwyczaiłam się do tego co się ze mną dzieje, więc nie jest trudno mi o tym mówić, choć to boli, bo wiem co mnie czeka. Odeszłam, bo nie chiałam żebyście widzieli mnie w takim stanie lub takim w jakim będę za miesiąc...-wzięła głęboki oddech.-Mam raka...-oznajmiła i zamilkła. Nikt nic nie powiedział, a dziewczyny miały w oczach łzy. Położyłem jej dłoń na ramieniu żebyy wiedziała, że jestem.
-I nie da się z tym nic zrobić?-zapytał Harry.
-Lekarze robią co w ich mocy.-odpowiedziała-Ale jedynym wjściem jest operacja, której termin mam już ustalony. Musicie tylko za mnie trzymać kciuki...-uśmiechnęła się delikatnie.
-I będziemy-upewnił ją Liam.
-Dziękuję. Mogę mieć do was jeszcze jedną prośbę?-zapytała. Skinęli tylko głowami.-Żyjcie tak jakbym wam o tym nie mówiła, dobra?
-Czyli mamy przy tobie nie skakać, nie wyręczać cię i zachowywać się tak jak przed twoim wyjazdem?-zapytał Louis.
-Dokładnie.
Niechętnie, ale przystali na tę propozycję. Powiedziałem im, że będzie jeszcze jeden gość, ale nim trzeba będzie się zająć. Po ok. 10 minutach Aaron przyprowadził Dannyego.
-To może my chodźmy na zakupy, a chłopcy zajmą się małym?-zaproponowała dziewczynom Dee. Przystały na ten pomysł. Emily nakazała bratu zachowywać się ładnie i nie słuchać głupich rad kolegów. Mały z chęcią z nami został. Dziewczyny wyszły, a my rozsiedliśmy się w salonie.
-Naplawdę zamiezacie ich słuchać?-zapytał mały stając przed telewizorem i tym samym zasłaniając nam ekran-Zlóbmy coś salonego!
Spojrzeliśmy po sobie z chłopakami i chyba do głowy wpadł nam ten sam pomysł.
-Bitwa na jedzenie!-krzyknęliśmy wspólnie, a mały uśmiechnął się szeroko. Podzieliliśmy się na 2 drużyny. Harry, ja i Danny w jednej. Liam, Zayn i Lou w drugiej. Obraliśmy sobie bazy w dwóch końcach kuchni. Jedzenie latało po całym pomieszczeniu, miotaliśmy nim w siebie nawzajem. Byliśmy ubezpieczeni w garnki na głowach i jakieś trzepaczki w rękach.
Rozdzwonił się telefon Harryego, a ten go odebrał.
-Hej kochanie... Co? Nic, tak sobie rozmawiamy... My? Przecież jesteśmy dorośli i odpowiedzialni...
-Uwaga! Jajko leci!-krzyknął Louis.
-Muszę kończyć! Pa!-schował urządzenie do kieszeni.-Coś czuję, że będziemy mieli przerąbane-powiedział mi na ucho, a ja wybuchnąłem śmiechem
Ja się przeprowadzam, więc nie wiem kiedy kolejny rozdział.
1162 słowa-tyle ich zawiera ten rozdział :)