Kolejne kilka dni później.
Oczami Emily
Już przyjęłam pierwszą chemię. Pierwsze skutki też już zaczęły występować. Wypadają mi włosy. Jeszcze trochę, a nie będę miała żadnego na głowie. Dlatego noszę chustę.
Ciocia i Aaron dzwonią do mnie codziennie. Staram się też rozmawiać z Dannym. Niall i reszta również do mnie dzwonią i piszą, ale staram się ich ignorować. Przecież strasznie namieszałabym w ich życiu.
Całe dnie przesiaduję w pustej sali, którą wypełniają jedynie dźwięki muzyki. Głos Nialla w ich piosenkach. Jego koszulka leży pod moją poduszką. Zdjęcie naszej 10 stoi w ramce na szafce. Bo trudno jest mi żyć bez tej 9 wspaniałych ludzi. Teraz zaczynam myśleć, że zachowałam się trochę egoistycznie, ale potem stwierdzam, że jednak nie. Przecież dałam im szansę nie patrzenia na moje cierpienia, na mnie na wykończeniu.
Siedziałam teraz przed laptopem czytając wpisy ludzi na twitterze. Wpis do mnie od Aarona z zapytaniem jak się czuję. Odpowiedziałam, że jak na razie jest dobrze w porównaniu do tego co mnie czeka. Zaraz setki wiadomości z zapytaniem co mnie czeka. Napisałam oficjalnie, że to moja prywatna sprawa i nikogo oprócz najbliższych osób nie zamierzam o ty informować. Teraz sobie pomyślałam, przecież oni też są jednymi z najbliższych mi osób. Dobrze zrobiłam nie mówiąc im? Myślałam, że im więcej dni minie od rozstania tym będzie łatwiej, myliłam się, jest coraz gorzej.
Nagle podświetliły się wiadomości prywatne. Otworzyłam. Nie ułatwiasz mi tego! 'myślałem, że my również jesteśmy jednymi z najbliższych osób w twoim życiu...'. Znów zaczęłam płakać, jak co noc. Praktycznie jak zawsze gdy o nim pomyślałam...
Przyszła pielęgniarka i zabrała mnie na kolejne badania, które trwały jakieś 3 godziny. Są już do znudzenia...
-Jutro mamy dzień wolontariuszy w naszym szpitalu, tak jak co tydzień.-oznajmiła gdy wracałyśmy już do sali.-Ktoś przydzielony spędzi jutro z tobą kilka godzin.
-A czy akurat ktoś musi przychodzić do mnie?
-Pozwól ludziom robić to co kochają...-odpowiedziała i pomogła mi wstać z wózka, którym jeździłam na badania, bo byłam coraz słabsza. A niby to tylko kilka dni.-Zaraz moja zastępczyni przyniesie ci kolację.-uśmiechnęła się moja pielęgniarka nadzorująca, Suzanne. Jeśli pozwolisz to ja pójdę teraz do domu, moje dzieci czekają.
-Oczywiście.-uśmiechnęłam się do niej.-Miłego wieczoru. Do zobaczenia.
Suzanne była naprawdę miła i się zakolegowałyśmy mimo iż ja byłam pacjentem, a ona pielęgniarką. Mogłam z nią porozmawiać, opiekowała się mną, zawsze gdy ją o coś prosiłam pomagała mi. Jednak jeszcze nie odważyła się spytać o ludzi ze zdjęcia, o Niego. Może wiedziała, że to jest temat, którego wolę nie poruszać?
Znów włączyłam laptopa i weszłam na twittera. 'To wszystko było snem? Wszystko było udawane? Nic dla ciebie nie znaczyliśmy? Naprawdę nie wiem co o tym wszystkim myśleć...' napisał Horan 4 godziny temu. Znów poleciało mi kilka łez.
Weszłam na skypa i zadzwoniłam do Aarona, który był akurat dostępny.
-Cześć!-uśmiechnął się do mnie.
-Hej, co tam u was?
-Jakoś leci... Danny codziennie pyta kiedy wrócisz, teraz już śpi.-oznajmił.
-Chciałabym wrócić, uwierz...-zaszkliły mi się oczy i od razu przetarłam je wierzchem dłoni.
-Nie płacz, proszę...
-Już.-posłałam mu blady uśmiech.-Lepiej?
-Tak.-ucichł na chwilę.-Wiem, że nie lubisz tego tematu, ale powinnaś im powiedzieć...
-Może i powinnam, ale nie chcę. Nie rozumiesz tego! Oni też mają swoje życie, karierę! Moja choroba mogłaby im wszystko popsuć, utrudnić!
-Lily, uspokój się, proszę...-powiedział cicho. Wzięłam wdech i wydech.
-Nigdy nie byłeś w takiej sytuacji. Musisz opuścić ludzi, których kochasz, bo chcesz dla nich jak najlepiej.-syknęłam.- Będę kończyć. Paa!-powiedziałam i rozłączyłam się. Akurat wszedł Niall na skypa, więc szybko zrobiłam się niewidoczna. Jednak chyba mnie zauważył, bo zaraz dostałam wiadomość 'Porozmawiajmy, chociaż 5 minut...'. Nie odpowiedziałam. Przecież nie może mnie zobaczyć w takim stanie lub usłyszeć mojego drżącego głosu. Ja też nie wytrzymałabym słuchania jego głosu, który byłby zachrypnięty pewnie z powodu lecących łez. Po prostu nie dałabym rady.
Przyszła kobieta z moją kolacją i zostawiła mnie z nią. Nie tknęłam jej, za to zamknęłam laptopa i wtopiłam się w poduszkę.
Rano obudziła mnie Suzanne przynosząc mi śniadanie i ranną dawkę tabletek oraz informując, że za godzinę przyjdzie jakiś wolontariusz. Wzięłam 2 gryzy kanapki z pomidorem, które zapiłam kubkiem herbaty. Poszłam do łazienki trochę się ogarnąć, bo przecież jeszcze człowiek zejdzie na zawał jak zobaczy mnie w takim stanie.
Po powrocie do pokoju siedziałam przed laptopem i tępo patrzyłam w ekran, na którym była moja strona główna twittera.
-Emily, masz gościa...-powiedziała Su wchodząc do pokoju z jakąś dziewczyną, która gdy mnie zobaczyła trochę uśmiech jej się zmniejszył. Na pewno była Directionerką.-Zostawiam was same.-powiedziała i poszła.
-Hej, jestem Alice.-podała mi rękę.
-Cześć, Emily.-również podałam jej dłoń na powitanie.-Siadaj.-poklepałam miejsce obok mnie na łóżku i przymknęłam laptopa.-Miło mi, że przyszłaś.
-Mi też jest miło, że cię poznałam.-uśmiechnęła się. Poprosiłam ją aby opowiedziała mi o sobie. Dowiedziałam się, że ma 17 lat, jej hobby to jazda konna, ma 5 rodzeństwa, jest tutaj na wymianie z Monako i wraca za kilka dni do siebie oraz takie tam inne o jej ulubionych rzeczach. Kolor, jedzenie, zwierzę, sport. Jednak nie wspomniała nic o muzyce.-Teraz twoja kolej.
-Imię już znasz, mam 18 lat, niedługo 19. Urodziłam się na Florydzie, ale teraz mieszkam w Londynie. Straciłam oboje rodziców, mój tata zginął w Iraku, a mama chorowała na to co ja teraz. Tylko, że ona przegrała. Mam 5 letniego brata Dannyego, którym teraz opiekuje się ciocia i mój kuzyn. Musiałam zostawić wszystko tam i przyjechać tu by dać sobie szanse na dalsze życie.-opowiedziałam. Dziewczyna spojrzała na zdjęcie stojące na mojej szafce. Co mogłam zrobić.-Pytaj... Wiem, że chcesz... Nie obrażę się...-powiedziałam.
-Oni nie wiedzą, że tutaj jesteś, prawda?-pokiwałam głową na potwierdzenie.-Dlaczego im nie powiedziałaś?
-Bo nie chciałam żeby patrzyli na mnie w takim stanie, nie chciałam niszczyć im życia i kariery. Nie chciałam żeby widzieli mnie umierającą...
-Przecież nie umrzesz. Ja w to wierzę. Jesteś zbyt cudowną osobą aby Bóg zabrał cię w tak młodym wieku, masz dla kogo walczyć. Widziałaś ostatnio zdjęcia Nialla?-pokręciłam przecząco głową.-Chodzi przygnębiony, bo nie ma cię w pobliżu. On cię kocha i dało się to zauważyć na waszych wspólnych zdjęciach czy kilku twitcamach. A Oni są twoimi przyjaciółmi, też cię kochają. Jeśli im nie powiesz, to ja to zrobię, ale nie powiem tego tylko im, ale całemu światu... Nie chcę być wredna, chcę ci pomóc.
-Proszę, nie mów nikomu. Zrobię wszystko tylko im nie mów...
-Jeśli zrobisz wszystko to chcę żebyś powiedziała to Niallowi, tylko jemu.-złapała mnie za rękę.-My naprawdę chcemy jego szczęścia, a największe szczęście dajesz mu ty.
-Dobra, powiem, ale nie teraz, chcę mu to powiedzieć osobiście, zgadzasz się?
-Zgoda. Ale trzymam cię za słowo. Ja trzymam język za zębami, a ty gdy tylko dostaniesz przepustkę ze szpitala jedziesz do Londynu i mu wszystko wyjaśniasz.
-Jak przeżyję to powiem.-uśmiechnęłam się.
-Bądź optymistką! Masz wspaniałych przyjaciół, o których miliony dziewczyn marzą!
Przyszła pielęgniarka i zabrała mnie na moje badania, ale najpierw pożegnałam się z dziewczyną.
Bye July, Hello August! Jest kilka minut po północy i witamy sierpień! :)
Na początek nowego dnia i nowej nocy proszę bardzo rozdział, a kolejny będzie ajk wstanę.
Dobranoc! Słodkich snów!