Zawsze głupio mi tu wracać po jakimś czasie, bo nie wiem co powiedzieć, to takie odzwyczajenie od tego że ktoś siedzi Ci w głowie, potem dostęp zostaje mu zablokowany, aż w końcu pojawiam się i uroczyście przecinam nieistniejącą wstążkę i... nie wiem co powiedzieć. Soreczka, miałam ważne rzeczy do roboty?
Nie, no, w sumie nie miałam, trochę faktycznie się działo, byłam tam, gdzie być mi się nie uśmiechało aż nadto, wróciłam tu, gdzie w sumie też mi się nie uśmiecha, ale i tak każdy dobrze wie że nic mi się nigdy nie uśmiecha i nie będzie uśmiechać, dlatego na to nie można w ogóle zwracać uwagi, bo zawsze kręce niezadowolonym pyskiem, a jak nie ma na co kręcić to i tak coś kurwa znajdę, po drodze zrobiłam się pełnoletnia i z dnia na dzień coraz bardziej o tym zapominam i coraz mniej to mnie obchodzi, bo tak się bałam, a nic to nie zmieniło, tylko tych "w twoim wieku nie wypada" przybywa, ale spierdalają szybciej niż zdążą się pojawić.
Zrobiłam wiele głupich rzeczy, za długo chciałam zakrywać swoje nieszczęście tym ulotnym szczęściem które i tak działało tylko na chwile, mniej więcej jak u tych smutnych frajerek z pomarańczowymi od makijażu gębami ich pomarańczowe od makijażu gęby; niby wszystko okej, no ale jak się zmyje, to tylko powiesić się na żyrandolu.
Ale to złe, to jedna z tych rzeczy o których nie chcę mówić, bo to było kiedyś, nawet jeśli niedawno, to kiedyś, a teraz to teraz.
Teraz mija piąty miesiąc odkąd jestem w domu i siódmy odkąd skończyłam piętnaście lat po raz piąty, jak to dumnie brzmi.
Skoro już wróciłam stęskniona na łono kraju w którym średnio trzy razy w tygodniu wchodzę w psie gówno na chodniku, ludzie na ulicy znowu patrzą się na mnie jak na chorego pokurwa i jestem w stanie zarobić na szpinak i pekaesowy bilet do jakiejś wsi pod moim miastem, bo na dalszy trip nawet nie ma co liczyć, a i znowu kilka razy dziennie jestem cyber anonimowo web sieciowo wyzywana od lesb albo szmat albo szmat i lesb dla odmiany, powinnam kupić sobie te ostatnio modne wśród tych którzy nie wiedzą którą mamy RP narodowe koszulki hejtujące pedałów i innych wrogów narodu, jak chodzicie do gimnazjum to na pewno kojarzycie. Co do gimnazjum, to wysłałam mejla z homofobicznymi wypowiedziami jakiegoś gówniarza do zagajnika w którym się uczy, a teraz straszy mnie prokuraturą i sądem na przemian, myślę że jedyna kara mogłaby i tak być nałożona przez sołtysa jego wsi, może będę musiała gonić świnie, albo coś, w gorszym wypadku wyląduje w sztumie, gdzie jakieś grube i brzydkie lesby będą mnie sobie sprzedawać za mydło na sznurku albo przy odrobinie szczęścia za pojarę z fajki. Przez dwadzieścia pięć lat.
No cóż, w razie co, wspomnijcie mnie dobrze i wyślijcie mi rakietę i ciepłe skarpetki bo myślę że może nieźle mi przypiździć chłodem na pryczy.
Od trzech miesięcy jestem licealistką, ale nie cieszmy się na zapas bo to po chuju interes, a zresztą i tak rzucam to w cholere, nie podoba mi się wcale, jestem najmłodsza, mam plecak w kropki, oni mają dzieci a jedna dziewczyna ma już rozwód, chłopcy się na mnie patrzą i zagadują mnie na facebooku, a ja stoję w tym wszystkim i tylko moje oczy wykonują jakieś dzikie podskoki, a w głowie tylko "gdzie jest kurwa wyjście!?". Nie wynagrodzi mi tego nawet wifi.
Poszłam na wagary po matmie i miałam skurcze przez następne trzy dni bo teraz jakoś głupio mi powiedzieć że się myle jak jest więcej niż trzy cyferki i żeby dali mi święty spokój, bo ja na mojej matmie przerabiałam co najwyżej rysowanie kresek eyelinerem i niestety, podziękuję, było miło, ale najwyraźniej muszę powiedzieć "żegnaj" całemu cyrkowi, bonwłajaż przyjaciele, od września pójdę gdzieś indziej, tam gdzie docenią moje wyjątkowe umiejętności jak...ten... no. Nie.
Na naukę nigdy podobno nie jest za późno, ale ten ciąg okropnych liczb śni mi się po nocach i śmiem twierdzić że jedyną naukę jaką będę w stanie przerobić to ta tańca na rurze i chyba na tym poprzestać, tak jak twierdziłam pięć lat temu pod tym samym adresem i z większym cycem, wszystko się sprawdza.
Pocieszam się myślą że kiedyś kejpopowe fanki podrosną, ja nie, ale skończę szkołę i nie będzie już miliarda osób na jedno miejsce na koreanistyce, może ludzie zmądrzeją i przestaną studiować gówno kierunki żebym ja mogła, kto wie, nikt nic nie wie i niezbadane są wyroki boskie, ale uparłam się na to i chyba nigdy się nie odczepie.
A wiecie co mnie kurwa najbardziej bawi? Że ci wszyscy, którzy mówili mi że coś się zmieni w moim życiu, teraz siedzą i jakoś nie są zbyt rozmowni, bo wszystko jest takie samo jak było, zmieniało się tylko czasem miejsce i ludzie.
I to są chyba jedyne zmiany jakie akceptuje i z których jestem w stanie się nawet cieszyć.
Czyli w dalszym ciągu nic z tego, jeden zero z bonusowym wyimaginowanym kutasem w pysk, albo dupę, daje wybór, bo mam dobry dzień.
Chcę robić dalej to, co robię, bo robię to co lubię i jeśli do tej pory wychodziłam na tym całkiem spoko, nie widzę niczego co mogłoby mnie od tego odwieść.
Bo wiecie, za długo chciało mi się mówić że robię źle, mówić jak robić by było dobrze, na przemian z przypominaniem że jestem dorosła.
A więc korzystam ze swoich dorosłych przywilejów, podejmuje dorosłe decyzje i jestem w tym wszystkim jak dzieciak który wbił się na imprezę na legitymacji starszego brata. I chciałabym by tak było już zawsze.
Tak jak kiedyś, nawet tu i nawet jeśli nie przywrócę wszystkich zdarzeń i tego co było w 100%, to i tak nadal może być jak było na samym początku. I jest. I ma być, bo wielu to wkurwia, a ja nie przeżyłabym gdybym nie wzbudzała chęci uduszenia mnie gołymi rękami. Poważnie, im bardziej ktoś chciałby wepchnąć mnie w dół, tym bardziej mu się to nie udaje, bo zrobię na przekór tak czy tak.
Ot tak, dla zabawy, bo nadal ciekawi mnie jak to jest, być smutnym człowieczkiem któremu pęka odbyt, bo komuś jest dobrze.
A to boli, wielu boli, ale nie potrafią pojąć że im bardziej o tym mówią i im bardziej są niezadowoleni, tym bardziej ja idę w zaparte i tym lepiej się bawie, a naprawdę bawię się tym świetnie.
A jeśli coś już sobie obiecałam, to nie chciałabym tego niszczyć, siebie i tego co czuję sama do siebie i co budowałam tak długo i ciężko.
I nie chcę za to przepraszać. Raz że nie mam kurwa za co, dwa, kto przeprosi mnie, gdybym posłuchała i wyszła na tym źle? Czy wtedy magiczne grono moralizatorów i każdy jeden z osobna z tych chujowych kaznodziejów równie magicznie by się ulotnił?
Nie chce mi się być w szufladce, chce wisieć na ich klamkach, huśtać się jak małpka i dla zabawy w nie kopać, tak by wszyscy zgromadzeni w nich odczuwali wstrząsy.
A i w końcu mogę to powiedzieć, uwaga, uwaga - mogę.
Ostatnio nawet polubiłam jak się pojawia, znika, jestem przystankiem, na samym środku, ale lubię to, to najlepsze miejsce jakie można zająć. I pewnie nie na długo, bo nadal mam te stare zasady.
Użytkownik igotyoudancing
wyłączył komentowanie na swoim fotoblogu.
Inni użytkownicy: xmajozazuzdorkarolinha922locze12345suzim7mamagermanygoajcpablito21322132elo32jinxie
Inni zdjęcia: 1435 akcentovaClonnage. ezekh114Sobota patusiax395... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24