Jestem w pokoju pełnym ludzi, przebranych w kostiumy.
Młoda dziewczyna patrzy na mnie i uśmiecha się.
Jest piękna.
Po długim, namiętnym pocałunku
składa krótszy, delikatniejszy na moich ustach.
Jak podpis.
Janey oskarża mnie o uganianie się za małolatami.
Wybucha gniewnym płaczem.
Pyta mnie, czy to dlatego, że się starzeje.
To prawda...
starzeje się z każdym dniem.
Podczas gdy ja nie ruszam się z miejsca.
Wolę tutejsze kamienie.
Jestem zmęczony Ziemią. Tymi ludźmi.
Jestem zmęczony byciem częścią ich życia.
Twierdzą, że ciężką pracą można stworzyć niebo.
Ale ich niebo pełne jest koszmarów.
Może świat nie został stworzony?
Może nic nie zostało stworzone?
Zegar bez rzemieślnika.
Jest za późno.Zawsze było.
Zawsze będzie... za późno.