Jest już w sumie wieczór, na zegarku godzina 21:03, siedzę przy lekkim świetle latarki i próbuję coś napisać.
Gdzie ta wena, podczas której powstawały czasem tak wielkie dzieła, że czytając to, byłam pod wrażeniem swej umiejętności przekazywania oraz opisywania tego, co czułam w danej chwili?
Weny brak, bo ciężko o pisanie opowiadań czy myśli,
gdy Jego już nie ma.