Ta notka miała nigdy nie powstać. Przede wszystkim miałeś być obecny, teraz i już zawsze. Cały czas słucham jednej piosenki, i to już wcale nie dziwne, że płaczę pisząc to. Gdzie się podział uśmiech, zadowolenie, brak zmartwień? Nie chce tu żyć bez Ciebie. Mimo, iż nigdy tego nie przeczytasz, ani moich wiadomości, nigdy nie zadzwonisz do mnie tylko po to, żeby usłyszeć mój głos, a ja nigdy już nie będę śmiała się z Twoich żartów, nigdy Cię już nie przytulę, nie powiem jak cholernie ważny jesteś dla mnie, nigdy nie nazwę Cie swoją Pusią, a Ty nigdy już nie nazwiesz mnie swoją Królewną, 'my dwoje i cały świat klęka nam', nigdy nie nauczysz mnie jeździć autem, i nigdy nie pojedziemy na plaże powygłupiać się, nigdy nie wysmaruję Cię kremem, żeby po prostu było śmiesznie, nigdy nie napiszesz do mnie w środku nocy ze zjebką, abym szła spać, już nigdy nie pozachwycamy się głosem naszej ukochanej piosenkarki, nie strzelimy sobie zdjęcia, nie spotkamy w naszym najlepszym gronie, elitowej czwórce, nie postawisz mi drinka, piwa, czegokolwiek, nie będziemy się bawić na mojej 18, na którą tak czekałam, a teraz mam ochotę wszystko odwołać. Jest mi tak kurewsko trudno, że nawet nie umiem tego opisać. Nigdy nikogo bardziej. Nigdy nie byłam w nikogo bardziej wpatrzona. Pierwszy, najważniejszy. Wariuję bez Ciebie.