Obudziłem się nie pamiętając nic. Gdzie byłem? Co się stało zeszłej nocy? Jak tu trafiłem? Gdzie Księżniczka? Jak dostanę się do domu? Gdzie moje rzeczy? Gdzie telefon, portfel, klucze? Gdzie? No kurwa gdzie?! Wstałem. Powoli poruszając nogami postanowiłem udać się przed siebie. Wokół same drzewa, żadnej żywej duszy, jak do cholery się tu znalazłem? Przeklinałem w duchu, nie mogąc zrobić praktycznie nic. Ostatnie co pamiętam to ten okropny poranek. Otwierając wtedy oczy wiedziałem, iż to będzie najgorszy dzień od dłuższego czasu. Czekało na mnie podjęcie ogromnie ważnej decyzji. Praktycznie od niej zależało moje 'być albo nie być'. Przetarłem oczy. Wzdychnąłem głęboko i podniosłem się z łóżka. Parę przeciągnięć i byłem gotów stanąć na nogach. Pierwszą czynnością jaką zrobiłem po podniesieniu się, było spojrzenie do lustra. Wyglądałem źle. Podkrążone oczy, zmierzwione włosy, popękane usta, zaczerwienione policzki. Byłem w samych bokserkach. Nagle ogarnęła mnie niesamowita fala zimna. Poczułem jak całe ciało pokrywa się gęsią skórką. Drgając udałem się do łazienki. Tam załatwiłem potrzebę, umyłem zęby i wziąłem się do ogarniania włosów. Całośc zajęła mi jakieś 20 minut, po czym poszedłem się ubrać. Założyłem pierwsze lepsze rzeczy i wyszedłem z domu. Nie zjadłem nawet śniadania. Nie było już na to czasu. Umówiłem się o 11 na spotkanie z Moją. Spędziliśmy z dobrą godzinę razem. Nie chciałem się żegnać. Nienawidzę pożegnań. Coś okropnego. Chwilę po 12 byłem już w drodzę na uczelnię. Dobry miesiąc temu stałem się dumnym studentem prawa. Jak na razie mój kierunek wcale nie wydawał się być taki ciężki. Coż... Czego można się spodziewać po zaledwie miesiącu. Z resztą - nieważne. Wróćmy do tego co istotne. Zajęcia zabrały mi około 3 godziny mego cennego życia. Wychodząc z budynku niechcący zachaczyłem barkiem o jakiegoś faceta. Ten otrząsając się po wszystkim zaczął bluzgać przekleństwami w moją stronę. Zignorowałem go. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak ogromny błąd popełniłem.
powracam po dłuuugiej przerwie ;-)