Wydawać by się mogło, że wszystko już skończone, że to, co nas łączyło, było tylko zauroczeniem. Nie zależało mi już na niczym. Stałem się obojętny, zimny jak lód. Ostatecznie zerwaliśmy kontakt. Można rzec, iż ja to zrobiłem, nie odzywając się do niej, nie pisząc, zupełnie nic. Z początku nie robiło to na mnie większego znaczenia, jednak zacząłem odczuwać tęsknotę i pustkę po Niej, kiedy na horyzoncie pojawił się On. Obserwowałem ich. Widziałem, w jaki sposób na Nią patrz. Zupełnie tak, jak ja sprzed kilku miesięcy. Dosłownie pożerał Ją wzrokiem. Irytował mnie. Nie chciałem, by Ona z nim rozmawiała, ba, nie chciałem nawet, żeby na Niego patrzyła! Za każdym razem widząc ich razem dostawałem furii, odzywało się we mnie to najgorsze uczucie, jakie istnieje. Byłem cholernie zazdrosny. Nie potrafiłem docenić tego, jakim szczęściarzem byłem mając z Nią kontakt. Za każdym razem, kiedy pozwalała mi wtulić się w Jej ramiona, myślałem o tym, że jednocześnie w objęciu mam cały swój świat. Byłem kretynem, kretynem do kwadratu, nawet jeszcze większym. Myśl o tym, iż to On może niedługo odebrać mi miłość mojego życia nie dawała mi spać po nocach. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek tyle płakał, co w tamtym czasie. Teraz do Niego uśmiecha się Moim uśmiechem, szczebiocze swym przesłodkim głosikiem, a On prawdopodobnie prawi Jej komplementy, które ja miałem w zwyczaju mówić. Nie mogłem tego tak zostawić, a więc zacząłem działać.
kontunuować?