I tak mijały dni, tygodnie, miesiące. Nasza znajomość, z zuepłnie nic nie znaczącej, przerodziła się w coś większego. Spotykaliśmy się raz na jakiś czas. Wybranka mego serca z racji swych ambicji miała mnóstwo rzeczy na głowie. Nie powiem, przeszkadzało mi to, ale mimo wszystko chciałem, by spełniała swe marzenia i dążyła do wybranych przez siebie celów. Pisaliśmy dużo. Właściwie, to ja zawsze pisałem do Niej pierwszy. Twierdziła, że to mój obowiązek pisać do Niej, sama natomiast, nigdy w życiu pierwsza do chłopaka nie napisała. Było mi to na rękę, smsowaliśmy wtedy, kiedy chciałem. Jednak coś było nie tak. Odczuwałem pewien dystans z Jej strony. Zachowywała się dziwnie. Miałem wrażenie, że boi się przede mną otworzyć. Sam nie wiedziałem co o tym myśleć. Kochałem Ją, a każde Jej odepchnięcie mnie od siebie sprawiało mi ogromny ból. Nie chciałem tego. Potrzebowałem czułości z Jej strony. Niestety nastał ten moment, kiedy dużo się kłóciliśmy. Całymi dniami chodziłem przybity, nie cieszyło mnie kompletnie nic, myślałem nawet o tym, by się poddać, jednak wolałem posłuchać serca. W pewnej chwili nie wytrzymałem. Chciałem, by to Ona teraz cierpiała, by Ona się teraz starała. Stałem się oschły, zupełnie obojętny. Widziałem, że ewidentnie Jej to przeszkadza, ale mimo wszystko robiłem swoje. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak to się skończy.
cdn?...