Chciałem poświęcić Jej każdą sekundę mojego życia. Przebywanie w Jej towarzystwie było dla mnie jak spełnienie najskrytszych marzeń. Znaczyła dla mnie więcej, niż mogłem sobie wyobrazić. Od dawna planowałem zrobić w końcu ten pierwszy krok i zaproponować jej spacer. Wiem, jakie to banalne. Jednak na nic więcej nie byłoby mnie stać. Sam moment, kiedy mówi mi "Cześć" jest dla mnie cholernie stresujący, właściwie nie wiem co robić. Panikuję. Gorączkowo udaję cwaniaka, byle by nie wyjść na kretyna. Widzę, że Ją to bawi. Doskonale wie, że może mieć każdego, dlatego ubaw jej sprawia każde moje potknięcie, każda moja pomyłka. Decyduję się zrobić ten "krok". Podchodzę do niej. Ledwo idę. Oddycham ciężko. Czuję jak me policzki oblewa czerwonokrwisty rumieniec. Jednak nie poddaję się. Daję radę. Jestem silny. Otwieram usta, a jedyne co udaje mi się wypowiedzieć to: "Mam dzisiaj 7 lekcji, a Ty?" Ona w odpowiedzi zaśmiała się tym swoim uroczym śmiechem, który wywoływał dreszcze w moim ciele i odparła: "Tak, umówię się z Tobą. Spotkajmy się przed sklepem Twojej mamy o 18".