---Idę do tzw. ubikacji. Brudnej, przepoconej, obłoconej, ze złymi zamiarami, ubikacji. Śliskie ściany, smutno patrzące na moje wiotkie -lecz jeszcze przytomne- ciało. Bluzgam, narzekam, z obrzydzeniem korzystam, wyrażając swą niechęć, umierając ze wstydu, że w takim miejscu się znalazłam. Duszę się wstydem. Jest noc.
Utleniam sobie resztki rozumu preparatem do mordowania.