Wczoraj byłam u Chorała - jak już ciemno było jakoś po 16.00 :) I było po prostu cudownie :*:[zakochany] Nie jeździłam oczywiście tylko tak się nim zajęłam. Wyprowadziłam go ze stajni i dałam mu marchewki - ku mojemu zadowoleniu był bardzo czyściutki i cieszyłam się, że nie muszę go czyścić :) Jak zjadł marchewkową przekąskę poszłam z nim w ręku na łąkę - ciemno jak w dupie u murzyna ale Stefan z chęcia sobie za mną podążał :) I oczywiście nie omieszkał mi się 6 RAZY (!) wytarzać w wielkim błocie :*:[zakochany] Po tarzanku zaczął mi odwalać na uwiązie - brykać, zarzucać przednimi nogami i galopować w miejscu - nie poznałam go normalnie :* Bałam się, że mi się wyrwie więc wróciłam z łąki i puściłam go na wybieg. Jak on dawał czadu - galop w tą i spowrotem, piard i brykacz :*:[zakochany] Nigdy jeszcze się tak nie zachowywał :) Ogon do góry, szyja napięta i tak bossko głośno parskał
stoją i łapiąc powietrze :* Zachowywał się jak jakiś młody ogier - to było przecudne :*:[zakochany] Potem zjadł witaminki i był happy :)
CHORAŁ - KOCHAM NAD ŻYCIE (!)(!)(!)(!)(!) :*:[zakochany]