geez. każdego dnia coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, jakim jestem dziwadłem.
sama nie rozumiem rzeczy, które robię i tych, których nie robię. po prostu momentami sama siebie nie rozumiem.
chyba klimat tak na mnie działa. podatne środowisko zewnętrzne. za dużo zmian. za dużo decyzji.
z jednej strony wydaje mi się, że jestem ostatnio bardziej wyciszona, a z drugiej, że są coraz częściej momenty, w których nie potrafię logicznie pomyśleć. i weź tu siebie zrozum!
czas zacząć ogarniać i przestać żyć trybem "robię co chcę, mam wolne i na wszystko wywalone", bo znów nadszedł czas na trochę dorosłości (och, kto to wymyślił!). no.