Co następuje:
Podróż krakoska
25. lipca 2012 - START
Nie ma to jak wybrać się na sprawunko-zakupy na miasto przed wyjazdem, a później wrócić do domu na 10 minut przed ostatecznym opuszczeniem swej wygodnej kwatery, gdzie znajdują się wszystkie potrzebne rzeczy i nie można po prostu zapomnieć czegoś ze sobą wziąć. Dopakowałam torbę w 6 minut i razem z Babcią ruszyłyśmy na autobus późnowieczory, bo o 21.45. W nocy zatrzymałyśmy się na stacji, gdzie była zagroda prawdziwych zwierzątek
- 8 królików!, ptaki, kucyk, 4 kózki i osiełek.
26. lipca - dzień mego imienia
5.50 w Jeleniej, na Wincentego (z) Pola, jazda do rodzinnej wioski z miłym panem, pomagającym rozwiązywać nam krzyżówki. Np. wiedział, że "duże jajo" jest strusie, ale na hasłach samochodowych już się nie znał.
3 bukiety polno-działkowych kwiatów i ciężka, prawdziwa końska podkowa na świętowanie!
Poza tym nie ma zasięgu i jestem odcięta od świata. Co więcej - zapomniałam oczywiście pudełka do soczewek.
Ponad 36 godzin bez zdejmowania..
27. lipca, piątek
Piękny, wiejski ogród pełen różnorakich kwiatów, krzewów i sprytnej krzątającej się wokół nich pani Jagusi.
Też chcę mieć w swym przyszłym takie błękitno-szare hortensje, perukowce z fioletowymi niecodziennymi liśćmi, chiński bez, "horsycje", kaliny, hibiskusy, kalie i piękne okrągłe georginki.
28. lipca
Spotkanie z górską podróżniczką, dawno nie widzianą. Pan Wspinacz układa z zainteresowaniem puzzle, udając, że nie przysłuchuje się naszej rozmowie. Mała siostrzyczka pokazuje mi z zaangażowaniem całą swoją galerię prac.
Mama piecze ciasto z wiśniami. Do tego dobre Cinazo - takie to "słodkie dni jak Martini"!
29. lipca, Jelonka
Pierwszy, tak z bliska widziany wypadek. Samochód dachował, wszędzie rozbite szyby i części, butelki z napojami.
Odwiedziny rodzinne. Przestronne, przytulne mieszkanie, piękne i urządzone ze smakiem jak u architekta wnętrz! Kuchenka a'la Coco Chanel, czerwony salon, błękitna sypialenka, pomarańczowy pokój dzienny, widok z okna na całą panoramę miasta.
30. lipca, poniedziałek
Wycieczka na Górę Szybowcową. Pomagamy wytarabanić z hangaru szybowiec! "Bezmięsny" obiadek z tłuszczykiem.
31. lip,
Po drodze wrocławski podryw (- Hej, Mała! Zrobisz coś dla mnie?, - ?? Co takiego?, - Uśmiechnij się! JOŁ! m/),
Opole - tam mało nie uciekł mi autobus jak wyszłam na przerwę, Katowice, które trzeba będzie kiedyś w końcu odwiedzić i wreszcie Kraków!
Przygoda z alarmem, który zaczął szaleć w momencie, kiedy chciałam opuścić supermarket:
- Czy kupiła Pani coś ostatnio w tym sklepie?
- Nigdy! Jestem tu pierwszy raz w życiu!
- Hm... w takim razie, proszę wyjąć z torebki coś, co prawdopodobnie może "pikać".
(O czym mogła pomyśleć Ania, jak nie o kosmetyczce?)
- Taak, miała pani nieodbezpieczony tusz do rzęs... (W tym momencie powinna pojawić się taka łezka zażenowania na czole jak w mangach.)
1. sierpnia, środa
Odwiedziny na dawno niewidzianym Wawelu, spacer wzdłuż Wisły, w kościele na Skałce (tam spoczywa grobowiec Wincentego z Pola i innych) i Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej!
Sala tortur (maszyn japońskich z drewna i gumek). Wchodzi siwy, starszy pan i ogląda ekspozycję, niczym znawca sprawdza, czy wszystko działa. Zatrzymuje się koło mnie i również ogląda dzieło zatytuowane "Fortepian", opuszcza salę.
Miły chłopak pilnujący wystawy:
- Wie pani, kim był ten pan?
- Nie bardzo, ale twarz znajoma... Wyglądał jak jakiś aktor albo reżyser... Wyglądał na Wajdę.
- Bo to był Wajda.
- Aaaaa!
- Niech pani idzie na górę, on na pewno pije kawę w bufecie. Załapie się pani na autograf.
Obowiązkowo Rynek i k. Mariacki z sufitem jak u nas w Bogurodzicy.
Później samotne zwiedzanie - nowoczesny, monumentalny budynek Opery Krakowskiej. Tam chciałam mieć zdjęcie, ale żaden Krakowianin nie chciał się podjąć jego zrobienia!
Ogólnie zauważyłam, że to wielcy esteci. Wolą odmówić niż zrobić nieudane, a jeśli już zgodzą się nacisnąć magiczny przycisk - przymierzywszy się do tego wielokrotnie zmieniają scenerię...
Ogród botaniczny ze zbawiennym krwawnikiem Achillea millefolium.
Wieczorem prawdziwa krakoska impreza z kuzynostwem.
Na ratunek! Opatrywanie ran dwóm panom, którzy pospadali z krzeseł (a właściwie z krzesłami) w barze.
"Taki był w tobie nieszczęśliwie zakochany, że sobie łeb rozwalił?"
Dość skomplikowany powrót do domu.
2 sierpnia
Nocy, poranku, przedpołudnia, południa, popołudnia i późnego popołudnia wolę nie wspominać.
Mus to mus - powrót do domu bo na 8 rano jazdy.
19.50 wyjazd z Kraku. Od razu na starcie poznaję przemiłą dziewczynę - zakochaną w swym mieście tancerkę Krakowiankę, po chwili przyłącza się mężczyzna w średnim wieku - równie miły Krakowiak. Dowiedziałam się,
że najlepsza pizza jest na Nowej Hucie i jakie kluby są najlepsze w Kraku x)
Uznaliśmy, że "zjednoczył nas brak biletów". Po przesiadce i już 4-godzinnej jeździe mój towarzysz zauważa, że wsiadł do niewłaściwego pociągu.
W istocie o 6.30 jestem w Szcz., wracam do domu, piję kawę i odbywam 2 najlepsze jazdy w mojej dotychczasowej, skromnej, bo krótkiej, karierze kierowcy ;-)
Ups...! Ciekawe czy przebiłam Maksyma długością wpisu.
Inni użytkownicy: wypadek8kd87eweorsmaciej11301992brooklyn10laura12122dziubdziakolinatorexahmedivilnes1
Inni zdjęcia: 1412 akcentovaWIOSENNIE I RÓŻOWO xavekittyxLune chasienkaZnaki judgafZachód nad Okęciem bluebird11... maxima24... maxima24Pośmigane. jabolowekrwi;) virgo123;) virgo123