Rozdział Pierwszy. Prawda
Jest zimny marcowy poranek, siedzę na ławce i rozmyślam, od jego śmierci zawalam szkołę bo nie radze już sobie z rzeczywistością. Nie wiem co mam robić, gdzie iść i z kim porozmawiać. Rodzice mnie nie rozumieją, nie chcą już o nim słuchać, uważają go za złodzieja, przestępce i ćpuna- mimo że nie znają prawdy. Chciał z tym skończyć, zaprzestać obiecywał mi to tyle razy, ale jednak mu się nie udało... Zatracał się w tym, a ja stałam obok i przyglądałam się jak powoli zabija go życie, przepełnione ryzykiem i adrenaliną. Kiedy tak powoli umierał, obiecywał mi, że nic mu się nie stanie, że będzie ze mną już na zawsze.
Pamiętam dzień w którym umarł. Wyszliśmy na wieczorny spacer, po dniu spędzonym w łóżku przed telewizorem. Chodziliśmy alejkami i rozmawialiśmy o jego kolejnym wyskoku. Byłam na niego zła, wściekła, a raczej wkurwiona. Składał kolejne obietnice... Kiedy chciał powiedzieć Ano to już się nie powtórzy, oberwał kulkę w serce. Upadł, a ja sparaliżowana stałam i przyglądałam się jak jego zielony T-shirt nabiera brunatnego koloru. Podbiegł do nas jakiś mężczyzna wyjął komórkę z kieszeni i zadzwonił na pogotowie, a ja padłam na kolana i prosiłam go, żeby nie odchodził, żeby wytrzymał. Jednak przegrał walkę... Zmarł w karetce. Policja nie dała mi się oswoić z myślą, że go już nie ma. Ciągali mnie po przesłuchaniach, zadawali w kółko te same pytania : Czy wiesz kto to mógł zrobić?, Z której strony padł strzał. Czy nie widziałaś nikogo podejrzanego?, a ja odpowiadałam Nie wiem, nie znam ludzi z którymi się zadawał, nie pozwalał mi w to wnikać, trzymałam się od tego z daleka. Nie chciał, żeby mi się coś stało. Po tygodniu odpuścili, chyba prokurator stwierdził, że i tak ze mnie nic nie wyciągną, że naprawdę nic o nim nie wiem.
Zakopałam się w łóżku w pościeli, która jeszcze pachniała nim. Unikałam ludzi. Chciałam być sama. Nie płakałam, ale pustka którą odczuwałam zabijała mnie od środka.
Minęło pół roku, dzisiaj dokładnie jest ten dzień. Siedzę na ławce przy której został postrzelony. Na chodniku widać jeszcze zarysy plamy jego krwi. Powinnam iść do szkoły, ale nie mam sił . Nie ma ochoty siedzieć i słuchać przez sześć godzin pustych słów. Lepiej zostanę tutaj.
Siadł obok mnie jakiś chłopak na oko 25 lat, szatyn wysoki i pomimo wątłej budowy -umięśniony. Klęłam w myślach, nie chciałam go tutaj, jest tyle wolnych ławek, a on akurat siadł obok mnie. Bez słowa podał mi kubek ciepłej herbaty z cytryną- taką jaką lubię. Upiłam łyk, a po moim ciele rozeszły się się dreszcze zimna. Nie miałam ochoty z z nim, rozmawiać, ale byłam ciekawa po co przyszedł, przecież go nie znała.
Mogę ci zadać kilka pytań? - Mój głos drżał, byłam pewna, że wyczuję to niezdecydowanie i niepewność.
Chris mówił, że nie zadajesz pytań. Ale jeśli to konieczne. - Mówiąc to nie spojrzał na mnie.
Skąd go znasz? Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać? I w ogóle po co tutaj jesteś?! Ja nie potrzebuję nikogo, chce się pławić w mojej samotności. To właśnie tacy jak wy go zabiliście. Więc mi dajcie spokój. - Mówiąc to ogarniała mnie złość, wtedy pierwszy raz poczułam jak łzy napływają mi do oczu.
Ok powoli, spokojnie, nie płacz i nie denerwuj się. Chris był moim przyjaciele to ja pokazałem mu to życie, spodobało mu się i zatracił się w nim tak jak ja. - Zamilkł... - Możesz mnie obwiniać o jego śmierć. Pamiętasz dzień kiedy Cię uratował przed kolesiem który chciał Cię zgwałcić??
Tak pamiętam, to było dokładnie około 5 lat temu...- Cholera skąd o tym wie...
Dokładnie. Kiedy Chris zostawił Cię w szpitalu zadzwonił do mnie i zaczęliśmy polowanie na tego typa. Polowaliśmy na niego, jak na zwierzynę, zastawiliśmy na niego sidła. Udało się. Wykastrowaliśmy go i zostawiliśmy, chociaż Chris chciał go zabić... Kiedy Cię wtedy zobaczył, zatracił się w tobie. Nie zakochał, ale zatracił.
Zatracił? Fakt od samego początku się mną opiekował, w szpitalu spędzał całe dnie, siedział ze mną do ostatniej minuty, czasami siostra oddziałowa musiała go wyrzucać. Po wypisie pilnował mnie i nie odpuszczał na krok..- Urwałam zdanie, w końcu pozwoliłam sobie na łzy, płakałam, a on milczał. Kiedy nie co się uspokoiłam, kontynuował...
A kiedy znikał na chwilę, to właśnie wtedy załatwiał nasze sprawy. Wiesz ten koleś, należał do gangu, ma ksywę Bazuka, ratując Ciebie, a potem mszcząc się wpakowaliśmy się w niezłe gówno. To właśnie Bazuka go zlikwidował, po 4 latach dopadł go. On cię cały czas chronił, nie uwierzysz, ale przez ten czas polowano na Ciebie. Chciał dokonać dzieła, które rozpoczął, nie zamierzał odpuścić. Chris a raczej Cuki bo tak na niego mówiłem, zmasakrował go kilka razy, ale ten jak bumerang powracał. Cuki wiedział, że nadejdzie ten dzień, w którym któryś z nich umrze i nadszedł i niestety trafiło na niego. - zamilkł...
Ja też milczała, czekałam, na kolejne wątki okrojonej historii i Chrisie. Nie wierzyłam, w to co mówił. Byłam, cały czas cele jakiegoś psychopaty, od pół roku nie miał ochrony więc czemu mnie nie dopadł ? Kurwa... Co się dzieje ? To jakiś sen, ja się chyba dzisiaj jeszcze nie obudziłam. To nieprawda.
Wiesz co chodźmy do mnie, tam opowiem, Ci resztę . Tutaj zaczyna się robić niebezpiecznie. Wciąż jesteś jego celem. Chodź na parking tam stoi moje auto.
Wstaliśmy , poszłam za nim. Nie wiem czemu mu zaufałam, przecież mógł kłamać, mógł być człowiekiem Bazuki. Ale jednak... W aucie milczeliśmy, droga do jego mieszkania zajęła nam 15 min. Mieszkał na obrzeżach, w starej kamienicy przeznaczonej do rozbiórki, byłam pewna, że jego mieszkanie jest speluną. Myliłam się.. Było to nowoczesne wnętrze, urządzone w trzech kolorach: czerni, czerwieni i bieli. Kazał mi się rozebrać usiąść na kanapie i nakryć kocem, a sam poszedł zrobić dzbanek gorącej herbaty. Kiedy wrócił siadł na fotelu, nalał herbaty i zaczął mówić...
Wybacz, że się nie przedstawiłem, mam na imię Tony Cuki wołał na mnie Paker bo jak widzisz jestem dziwnej budowy. Chudy, ale nieźle umięśniony. - Wtedy pierwszy raz widziała, jak się uśmiechnął, a jego oczy się zaszkliły. Zamilkł i odwrócił wzrok... Po chwili zaczął znowu mówić.
Bazuka to niezły skurwiel, słyszałem o nim już wcześniej, lubuje się w ludzkim cierpieniu. Jak ma zły dzień potrafi zastrzelić kilku swoich ludzi. Wysługuje się każdym, sam mało kiedy staje do walki. Był pewien, że Cukiego załatwi szybko, a jednak się przeliczył... Jego śmierć traktuje, jako własne trofeum, mimo że sprawę załatwił snajper, którego sam się boi..- Przerwałam mu.
To już wiem dlaczego nie widziałam skąd padł strzał... I w ogóle jak to się stało...
Zgadza się, a zrobiono to z wieżowca obok parku, w którym ty kiedyś mieszkałaś. Skurwiel... - W jego głosie było słychać złość i gniew...
Mówiłeś, że jestem wciąż jego celem, czemu nie dokonał dzieła, przez pół roku nikt mnie nie pilnował, byłam sama... - Nie wiedziałam co już mam myśleć, w ciągu godziny mój świat znowu wywrócił się do góry nogami. Nic nie rozumiałam, ale chciałam dowiedzieć się więcej, poznać swoje życie na nowo. - Mów dalej.
CDN...
Inni zdjęcia: 1435 akcentovaClonnage. ezekh114Sobota patusiax395... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24