Od rana do wieczora jestem znowu w pełnym biegu , głównie siedzę w szpitalu,
ale i o mamę wciąż przeziębioną muszę zadbać, a mój osobisty kaszel okrutny,
do tego doszło zapalenie krtani,ale to nic ....
Tata bardzo biedny ,o wypisie w poniedziałek nie ma co marzyć ,najwcześniej pod koniec tygodnia ,
cały czas pod kroplówkami,nie ma sił nawet żeby przekręcić się z boku na bok,a ja nie umiem mu pomóc,
jest jak kłoda,ciężki nieludzko ....a niby taki już mały na starość :(
Jest kiepsko i tyle,nie wiem co będzie ....
Dzisiaj miał parę chwil dobrych i widziałam jak się cieszy,że jestem blisko....
Nawet kiedy się nad nim pochyliłam dostałam rozczulajacego buziaka w nos i
nazwał mnie cichutko Iwosią ....
Tak nazywali mnie nieliczni ,za to najważniejsi w moim życiu....
Pa,kolorowych i dobrego tygodnia :*