Pojechałyśmy do chorej Mamy ,ale naprawdę chory okazał się Tata ....
Nienawidzę Pogotowia Ratunkowego ...
Zabrali Tatę na SOR, z wysoką gorączką ,bez kontaktu
Pani doktor anestezjolog robiła wielką łaskę,
że Tatę w ogóle zabierają i cały czas nas strofowała.
Przesiedziałyśmy w szpitalu z Monisią wiele godzin.
Po kroplówkach stwierdzili,że stan się na tyle poprawił (?),
że transportem med. zawiozą go z powrotem do domu.
Pojechałam przodem żeby naszykować łóżko.
Przyjechało 2 osiłków i przywieźli mi Tatę niczym nie okrytego ,
w podwiniętej górze od piżamy tak,że widać było całe plecy.
Dygotał z zimna ...
Bydlaki rzuciły go niemal do łóżka przy samym brzegu i na moje oburzenie burknęli,
że przywieźli ... "co szpital im wydał"
Spałam oczywiscie u Rodziców,nad ranem zmierzyłam Tacie temperaturę (był po pierwszej dawce antybiotyku) ,
a tu znowu 39 i kompletny brak kontaktu,wiec znowu telefon na 112 ....
Tym razem w szpitalu bardzo sympatyczna zmiana.Zostawili Tatę przynajmniej do poniedziałku,jedną z przyczyn było
zaczynające się zapalenie płuc,pewnie po działaniach wczorajszych kreatur .
Czekają mnie bardzo ciężkie dni,nie będę tu raczej zaglądać.
Znowu kaszlę jak szalona,ale nie mam wyjścia,teraz Rodzice są najważniejsi.
Trzymajcie się Kochani :*