W przychodni była tylko pani okulistka :p
Wszyscy pozostali albo na urlopach,albo z totalnym brakiem miejsc ...
Na szczęście mam sąsiadkę Rodziców - laryngologa :)
Leki właściwie pozostały te same (trochę mocniejsze tylko) które sobie zaordynowałam.
Gardło i uszy typowo wirusowe,z zaczynającym się zapaleniem oskrzeli .
Dzieciaki wykupiły mi leki i mam z łóżka się nie ruszać,
wygrzać po prostu porządnie tego paskudnego wirusa.
.... a w nocy poza mową straciłam też prawie słuch ... okropne uczucie.
Nie czuję żadnego zapachu ani smaku,chociaż był dziś wyjątek .... doszła paczka z moją ulubioną
orzechowo-waniliową kawą i stanowczo smakowała mi jak zawsze ....jedyne miłe doznanie :)
Może jeszcze to,że za oknami świeci przecudnie słońce
.Za to Mufinka zupełnie nie rozumie dlaczego nie wychodzimy na spacerki.
Może wieczorem wyjdzie z Martusią (po jej pracy) ... .ech ....
No to mam przed sobą czarujacą noc sylwestrową :(
Miłych chwil końca roku ... :)