Potok słów.
Jedno po drugim wypływa z ust, jak rwąca rzeka.
Każde kolejne daje upust emocjom. Ostre jak brzytwa ranią zarówno mnie jak i Ciebie.
Nie chcę, ale nie mogę przestać.
Zatapiam się w nienawiści, czując jak moja miłość traci na wartości.
Nie mogę uwierzyć jak paradoksalnie wiele, jedno ma wspólnego z drugim.
To chore, a ja jestem chorym człowiekiem.
To nie takie proste.
Nie obiecuj, że zatrzymasz czas. Nie zrobisz tego ani dla mnie, ani dla siebie.
Nie zrobisz... choć możesz.
A ja poraz kolejny zanurzę się w morzu nienawiści,
choć teraz po prostu chciałbym utonąć.