Była sobie wigilia na Akademii, były ładne występy, światełka, instrumenty i głosy.
Poszłam, wróciłam i oczywiście mi smutno, chociaż nie było jakoś źle.
Nie przepadam za składaniem życzeń - często życzysz komuś po prostu dobrze i trudno ubrać w słowa,
czym jest to szczere "wszystko".
Przeżyłam też mój debiut wokalny - zaśpiewałam zwrotkę solo.
Trudno mi ocenić jak, zobaczę to na filmiku. Na szczęście, że mieliśmy mikrofon, więc było mnie w ogóle słychać.
Starałam się czuć muzykę.
Teraz zabieram się za coś dla siebie, coś co lubię,
bo wtedy zazwyczaj jest jakoś lepiej i zapomina się o tych przykrych myślach.
Moja aranżacja nie była wystawiona, mimo wielu pozytywnych komentarzy.
Miejmy nadzieję, że poświęcony czas na dodatkowe próby nie pójdzie na marne i występ odbędzie się na Zamku,
a wtedy już wiecie co.
Tak, przyznaję, jestem jedną z tych, którym współcześnie to, co było nie wystarcza
i chcą więcej, chcą świeżości. Potrzebuję znów intensywnych bodźców.
Dlatego szukam skomplikowanych rytmów i innych połączeń dźwięków,
a radość sprawia mi interwał kwinty.
Polecam "Sound of noise" - niesamowicie twórczy, muzyczny film.
What the world needs now is love sweet love.
Pierwsze tutaj włoskie, weneckie zdjęcie. U Frulali.