Wczoraj byliśmy na mikołajkach zorganizowanych przez Łódzką Fundację Rehabilitacji "KAMIEŃ MILOWY" i naszą poradnię rehabilitacyjną i przedszkole. Tak się bałam, że Wiktorek będzie marudził, wrzeszczał albo coś... A tu niespodzianka!!!
Przespał całą drogę do miejsca spotkania, a po przebudzeniu zjadł serek i był już gotowy do zabawy :)
Wszystko go interesowało, dzieci biegające dookoła, panie zaczepiające, światełka, dekoracje... Siedział na moich rękach z rozdziawioną buzią i oczom nie wierzyła hahaha. Na przedstawieniu był cichutko jak myszka i wszystko oglądał i tam gdzie trzeba się śmiał. Nie wiem czy naprawdę go to śmieszyło czy raczej reagował na śmiech innych dzieci ( przypuszczam, że to drugie ;P) ale naprawdę był bardzo zadowolony :) Jedyne zdjęcie jakie udało nam się zrobić z mikołajem to takie na którym płacze bo nie chciał być u kogoś obcego, przestraszył się po prostu :) Ale pamiątka jest! Poznaliśmy trochę dzieciaczków i nawet mamę jedną, która mieszka niedaleko mnie, a też ma synka niepełnosprawnego. Może się gdzieś spotkamy na spacerze kiedyś :D Bardzo dobrze się tam czuliśmy. Później były zajęcia kulinarne, na których dzieci robiły galaretki. Układały czerwoną na przemian z zieloną, potem pan kucharz polewał to kokosową bitą śmietaną, a na koniec trzeba było ułożyć suszoną śliwkę i posypać fioletowym cukrem i strzelającymi kulkami czekoladowymi :) Dzieciaki były zachwycone, polecam taką zabawę w gotowanie wszystkim mamom. Wiktor co prawda trochę olał tą zabawę, bo raczej się przyglądał i tylko galaretkę nieśmiało dotykał hahaha a na koniec polizał trochę bitej śmietany, ale reszta dzieciaków była zachwycona. Małemu za to przypadło do gustu robienie bambek. Sama nie wiedziałm że tak prosto można zrobić cudeńka na choinkę. Wystarczą plastikowe gładkie bombki, klej taki w wiaderku i różne ziarenka drobne, mogą być różnego rodzaju kasze, mogą być kolorowe drobinki, lub cekiny, sznurek gruby do owijania, byliny no co tam kto wymyśli. Ja zrobiłam jedną bombkę w kaszy, a drugą w takich zielonych drobinkach. Dla Wiktorka było to za trudne, ale nie przeszkadzało mu to w przyglądaniu się i gmeraniu łapką w pojemnikach z ziarnami. Był też chętny na wyciapanie wszystkiego klejem, ale na to już nie pozwoliłam :D Po zakończonej zabawie trzeba było wracać do domku, niunio już był zmęczony z nadmiaru wrażeń i zaczynał marudzić. Całą drogę powrotną przespał a w domu jak się obudził i zjadł to tak przeżywał i gadał i śpiewał i pełzał po dywanie, turlał się po łóżku hahaha A nocy spał jak zabity. Coraz bardziej przekonuje się i przyzwyczajam do myśli o przedszkolu :D Myślę, że będzie bardzo szczęśliwy.
Użytkownik xwiktorek
wyłączył komentowanie na swoim fotoblogu.