Zdjęcie z zoo!!!
Dzień po tym fajnym dniu wszystko się zaczęło :(
W poprzednim wpisie mówiłam, że Wiktorek ma gorączkę. Zdążyłam dodać ten wpis, a następnego dnia czy nawet tego samego wylądowaliśmy w szpitalu z drgawkami gorączkowymi i zapaleniem gardła. Po tygodniu było już całkiem nieźle, wróciliśmy do domku ale niepokoiło mnie to, że mały nagle zaczął pokasływać i kichać i ciągnąć nosem, ale pani doktor nic nie słyszała w płucach więc wyszliśmy. Już wieczorem w dniu wyjścia była nieciekawie, a zkażdym dniem robiło się coraz gorzej. nie działał żaden z antybiotyków dostępnych do podawania w domu, a Wiktorek coraz bardziej kasłał aż w końcu zaczął się dusić. Więc po czterech dniach z rana biegiem do poradni i od razu z miejsca skierowanie do szpitala. Poukrywał sobie Wiktor tak to zapalenie w płucach, że mimo iż wyglądał okropnie i tak też się czuł, to nie było nic słychać na słuchawkach. Dopiero na izbie przyjęć pani doktor zarządała żeby zrobić rtg i wyszło, że ma całe płuca zalane. Został przyjęty w stanie ciężkim na oddział i w sumie przez 3 dni walczyliśmy o jego życie. Chociaż całą największą walkę odwalił sam Wiktor :) Taką wolę życia ma mój synuś :D Co ja czułam to nawet nie pamiętam. Sama zachorowałam i nie docierało do mnie zbyt wiele, opadałam nocami z sił i wiem tylko, że pani doktor i pielęgniarki czuwały na okrągło, bo ja kołysałam Wiktora na śpiąco i jeszcze martwiłam się, że go zaraże dodatkowo swoimi zarazkami. Po trzech dniach dostał drugi wspomagający antybiotyk i sterydy dożylnie i ruszyło! A potem to już wszystko z górki :) Teraz jesteśmy od tygodnia w domu i jest dobrze, chociaż cały czas mam taki lęk, żeby znowu nie zachorował i żeby zdążył się zregenerować. Unikamy skupisk ludzi, brzydkiej pogody, przeciągów i dajemy mu witaminki. Do końca lipca ma kwarantannę ;) Potem wybieramy się do babci Tereski i dziadzia Andrzeja.
Nie pojechaliśmy w związku z chorobą na turnus rehabilitacyjny. Szkoda, bo jest tylko raz do roku i już się okropnie stęskniłam za tymi wszystkimi ludziami :/ Narazie Wiktor jest bez rehabilitacji. Od przyszłego tygodnia zaczynamy na nowo. To jest właśnie to o czym zawsze mówię. Nie możemy się porządnie wciągnąć w rehabilitację, bo ciągłe infekcje spowalniają cały proces. Myślę, że gdyby nie to, to Wiktor pewnie już by siedział. No, ale nie ma co się łamać i gdybać. Jest tak jak jest i od przyszłego tygodnia jedziemy dalej z tym koksem :)
Mam jeszcze kilka rzeczy do opisania, ale niunio wymaga mojej uwagi, wię nie chcę już przeginać.
Użytkownik xwiktorek
wyłączył komentowanie na swoim fotoblogu.