jesień, nadchodzi wielkimi krokami jesień. i chociaż zawsze twierdziłam że najbardziej lubię wiosnę, to jednak jesień kocham chyba równie mocno. to właśnie jesienią targają mną największe i najbardziej sprzeczne emocje. radość miesza się ze smutkiem, zachwyt z depresją. i będąc tu, w Wielkiej Brytanii najbardziej właśnie brakuje mi polskiej jesieni. A może wspomnień z nią związanych...
Mam przed oczami taki obraz - jest słoneczne popołudnie, ja wracam ze szkoły. Droga z przystanku zasłana jest liśćmi i żołędziami, świeci wrześniowe, pomarańczowo złote słońce, w powietrzu czuć jeszcze ciepłem i trochę wilgocią. Wchodzę do domu i siadam przy stole krawieckim mamy. Jem obiad, w kącie brzęczy telewizor i "Świat według Bundych", ulubiony serial taty. Niespiesznie wypijam kawę, zajadając jakieś ciasto mamy (najczęściej był to pleśniak, pamiętam też placek ze śliwkami). Chwilę póżniej dostaję sms od R. o treści "Spacer?" przebieram się więc szybko i wychodzę, słysząc na odchodnym "gderanie" mamy :"Już lecisz! Ledwo do domu weszłaś a już wychodzisz! Tylko telefon zadzwoni a ona już... A lekcji nie masz??? " Odpowiadam coś na odczepnego i już mnie nie ma. Spacerujemy potem z R. aż się ściemni i zrobi się chłodno. (No chyba że jest piątek. idziemy wtedy do G. albo R. i siedzimy do późnej nocy, często spożywając przy tym napoje wyskokowe i paląc niezliczoną ilość papierosów).
Moje jesienne wspomnienia są więc najmilsze, bo podszyte kolorowymi liśćmi i idyllicznym obrazem domu.
Polska, Dawna Jesieni... Tęsknię, wróć, napisz chociaż list króki...