Postanowiłem zrobić małą reaktywacje mojego photobloga, bo długim czasie niekorzystania z niego.
Przestałem wstawiać notki pod koniec mojego pobytu w USA ze względu na natłok wydarzeń, związanych ze wszystkimi sprawami dotyczącymi powrotu do Polski. Właściwie to nie wiem dokłanie dlaczego zdecydowałem się akurat teraz na napisanie czegoś , hmm? Może po tym czasie mogę na to wszystko spojrzeć z innej perspektywy? A może ze względu na odczucie braku i w jakimś stopniu tęsknoty do tego wszystkiego co tam przeżyłem za oceanem. Bardzo dobrze pamiętam wszystko co mnie spotkało, mam mnóstwo zdjęć, pamiątek, a przede wszystkim wspomnień. Był to zdecydowanie najlepszy rok w moim życiu! Może brzmi to trochę płytko, ale naprawdę to wszystko zawdzięczam głównie tym ludziom, których tam poznałem. Gdyby nie ta rodzina, i grupa taneczna, myślę, że nie miałbym takich wspaniałych wspomnień.
Szczerze mówiąc, na początku było ciężko, ta myśl która ciążyła w mojej głowie, że spędze tu najbliższe 12 miesięcy mojego życia przytlaczała mnie trochę, poza tym praktycznie kompletny brak komunikacji z innumi ludźmi (pomimo teoretycznej wiedzy angielskiego, trudno było to przełożyć na praktykę). Pierwsze chwile były naprawdę przerażające, nie zdążyłem zaaklimatyzować się z danymi osobami, a poznawałem już kogoś innego, mogłoby się wydawać że to dobrze, ale po prsotu miałem w tedy jakąś blokadę, ktora mnie zniechęcała do otworzenia się przed innymi. Zostałem rzucony na głęboką wodę, ze względu na tygodniowy obóz w drugim dniu mojego pobuty w USA, z grupą ludzi których widziałem pierwszy raz w życiu na oczy.
jednak wszystko potoczyło się niczym jak z filmu o szczęśćliwym zakończeniu. Bardzo szybko przyzwyczaiłem się do tego wszystkiego. Tak naprawdę, z dnia na dzień było już tylko coraz lepiej. Była to oczywiście zasługa tych ktorzy mnie otaczali, i starali się umilić moj pobyt jak tylko potrafią, za co teraz jestem im mega wdzięczny. Taki pierwszy duży postęp w moim podejściu zauważyłem po ok. 2 miesiącach, zdążyłem się całkowicie zadomowić, poznać szkołę, klub, nawiązac już pierwsze przyjaźnie i zaaklimatyzować się z językiem. Potem juz było tylko lepiej. Bardzo aktywnie zaangażowałem się w taniec, który sprawiał mi bardzo dużo przyjemności, nie tylko z samego tańczenia, jak i przebywania wśród tych ludzi i w tej atmosferze która tam panowała. Po prostu to kochałem. Każdą wolną chwile starałem się spędzać na treningach, obozach, wyjazdach, turniejach, szkoleniach. Miało to swoje złe i dobre strony, gdyż przez to zadniedbałem tak naprawdę wszystko inne.
Zycie toczyłem bardzo aktywnie, ze względu na tryb życia jakim żyją amerykanie. przez cały rok mogę wyliczyć na palcahc jednej ręki ile razy byłem znudzony. Poza tańcem, brałem udział w wielu rodzinnych spotkaniach, czy wyprawac Jako jedna drużyna trzymaliśmy się oczywiście zawsze razem nawet poza salą, spotykaliśmy się ze sobą spędzając każdą wolną chwilę. Najbardziej zapamiętam Amandę, Britney, Radaela i Daniela - chyba nigdy w życiu nie spotkałem takich przyjaciół jakimi byli oni.
Jak bym miał ten rok podsumować na dwa półrocza, zdecydowanie bardziej utkwi mi w głowie te drugie, gdyż wydarzyło się wiele bardziej ważnych rzeczy dla mnie. Wszystkie z nich zapewne opisywałem we wcześniejszych notatkach, ale postaram się streścić te najważniejsze. Zdecydowanie są to taneczne wycieczki, które dodały smaku do tego całego wyjazdu, dzięki nim miałem okazję zwiedzić aż 5 stanów. Pierwsza z nim do Arizony, gdzie mieszkałem wokół niesamowitych widoków, był to jeden wielki pustynny teren, pośrodku którego znajdowało się jezioro. Następnie wyjazd do Idaho, stan bardzo podobny Utah, nie zachwycił mnie niczym szczególnym. Następny ze stanów to oczywiście california, gdzie zobaczyłem wszystko to o czym nawet nie śniłem, LosAngeles, Hollywood, Universal Studios - wszystko po prsotu nie do opisania. No i oczywiście Nevada czyli słynne Las Vegas. czasami zwiedzając wyżej wymienione miejsca po prostu nogi mi sie uginały, i wydawało mi się, że śnie. następne z tych ważniejszych faktów towarzyszących mi w drugim półroczu mojego pobytu były liczne imprezy, mam tu na myśli imprezy szkolne, rodzinne, jak i te ze znajomymi. Kilka razy w tygodniu robiliśmy coś innego. Wyjazd do Salt lake City, czy na Color Festival.
Kiedy tak naprawdę odkryłem jakim krajem jest USA, czas leciał nieugięcie szybko, Zanim się obejrzałem, a tu zakończenie roku szkolnego, matury, pożegnanie frużyny, finałowy występ, oficjalne pożegnanie z rodziną i przyjaciółmi no i sam wylot. Naprawdę bardzo wiele emocji towarzyszyło mi podczas przyjazdu, ale chyba bardziej przeżywałem powrót. Oczywiście cieszyłem się, że zobaczę rodzinę w Polsce. Ale kiedy pokochałem tamto miejsce, wszystko zaczeło się już kończyć. Musiałem przedzielić ten rozdział mojego życia grubą kreską. Do dziś kiedy sobie przypomnę dzien wyjazdu, aż przechodzą mnie ciarki, był to poważnie jeden z moich najgorszych dni w życiu...
Jeżeli chodzi o sam powrót, postanowiłem nikomu o nim nie powiedzieć. Dosłownie wszystkim w Polsce powiedziałem, że wracam 2 tygodnie później niż w rzeczywistości./ Podróż ta była bardzo męcząca, ale ta myśl o rodzinie i znajomych, którzy byli nieświadomi mojego powrotu wyzwalał u mnie adrenaline, która dodała mi siłę. Opowiem w skrócie plan podróży: Salt Lake City - Paryż ( ok. 8 h), 3 h na przesiadke , Paryż - Wawa ( ok. 2h), i zdecydowałem nie wracac odrazu do Świnoujścia, tylko zajechac do mojej rodziny spod Wrocławia, także Warszawa-Wrocław (7h), i to we Wrocławiu było najgorzej, była już noc a ja musiałem czekać kilka godzin na pociąg aby dostac się do docelowego miasta który jest położony o dosłownie kilkadziesiąt km od Wrocławia...Jednak to wszystko było jak najbardziej warte, miny rodziny - bezcenne !
reasumując, była to zdecydowanie przygoda mojego żytcia. Trzeba mieć naprawdę mocne nerwy pomimo wielu świetnych rzeczy, towarzyszył mi również strach czy niepewność. jednak generalnie zdecydowanie polecam, gdyby ktoś miał okazję wyjechać na coś podobnego. Z pewnością nie zapomnę tego do końca życia. Wyjazd ten przyniósł mi bardzo wiele korzyści. Przede wszystkim zwiedzenie tego pięknego państwa. nawiązanie wielu znajomości, dziś po półrocznym pobycie już w Polsce nadal utrzymuje kontakt z wieloma z nich, i wiem że to się nie urwie, zmieniłem podejście do samego siebie, zyskałem pare dyplomów które może mi się kiedys przydadzą, a także zrobiłem spory postęp w angielskim. Wracając do znajomych chciałem wspomnieć o Danielu o którym wcześniej pisałem, gdyż przeprowadza się on na jakiś czas do Berlina w czerwcu co mnie strasznie ucieszyło. I na upamiętnienie, wstawiam fotkę z przyjaciółmi, których nigdy nie zapomnę, w miejscu które również utkwi w mojej pamięci na zawsze...
Pozdrawiam