Taaa...
Po jakichś 85 dniach (już nie chce mi się liczyć dokładnie

) pojechałam do nich

Nie jeździłam na
Wilejce, bo chodziła już wcześniej, ale za to wsiadłam na
Norusię
. Nie chciała mnie słuchać, buntowała się, ale pod koniec jazdy już ładnie skręcała nie ociągając się w tym kierunku w którym ja chciałam (nawet w galopie) i było suuuper

.
No a z Wili mam oczywiście kilka fot

.
To jedna z nich

.
Niunia...Pięknie wyszła

I ja też, a jak

.
[Skromność.]Byłam taka szczęśliwa że mogłam sie do niej przytulić... ah

.
Instruktor jest w miarę...
No.
To na tyle

.
A konkurs
Nie pytajcie...Masakra.Porobiłam głupie błędy.
Nawet V miejsca nie zajęłam

.
Dostałam tylko dyplom...
No cóż, nie zawsze można wygrywać...
Jak się zajmuje zawsze (no,
prawie
) czołowe miejsca to tak z deka głupio...
Ale trzeba umieć też przegrywać i ja to umiem, bo szczerze pogratulowałam zdobywczyni I - ego miejsca i II - ego.
Jestem z siebie
dumna
.
A co daliście (a właściwie dałyście... chłopacy jakoś nie kwapią się do prowadzenia blogów... nie chce im się

) swoim mamom z okazji Ich święta

Ja zdobyłam się na szczyt oryginalności -
czekolada z Wedla

.
Eee tam... liczą się intencje, prawda
