Dodaję zdjęcie kota bo on wygląda dzisiaj lepiej niż ja...
Tak szczerze to chciałabym tyle powiedzieć, że nie wiem od czego zacząć.
Nooo ale spróbujmy:
1. Nam już dość siedzenia w domu. W zaszadzie moim zadaiem na każdy olejmy dzień jest wstać i przeżyć...nie zakrawa to już na depresję? Jestem w domu już od miesiąca...kiedyś dałabym sobie głowę odciąć za coś takiego...ale teraz wiem, że no nic fajnego. Ta moja nazwijmy to praca jaka była taka była, ale wychodziłam, widziałam się z ludźmi. Teraz jakś nie bardzo...
2. Ja szukam pracy, staram się jak mogę żeby było dobrze. Żeby mieć pieniądze. Żeby można było gdzieś wyjść, ale nie pan chrabia woli siedzieć z dupskiem w domu, nic nie robić. A jeszcze będzie siedział i narzekał jak to mu źle.Wypominać będzie, że jak ja chcę to on wszędzie ze mną jedzie, pieniędzy na paliwo nie ma, nigdzie z paczką nie możemy jeździć - i żeby było jasne to moja wina- cały czas siedzimy w domu. Jest na to prosta metoda - trzeba wziąć się do roboty.
3. Wczoraj miałam spotkanie w sprawie pracy w salonie fryzjerskim na stanowisku pomoc/asystentka. No każdy kto mnie zna pomyślał by, że wymarzona praca dla mnie. Z jednym małym szczegółem salon mieści się w pobliżu ul. Limanowskiego czyli w pizdu daleko. Więc wczoraj miałam się spotkać z szefową po wcześniejszej rozmowie telefonicznej ustaliłyśmy, że pogadamy, później umyję jej głowę i ułożę fryzurę żeby sprawdziła co ja umiem. Pojechałam. Padało, nie wiedziałam w zaszadzie gdzie jadę i gdzie jestem bo przez szyby w tramwaju nie było widać nazw ulic. Dałam radę. Jechałam ok 40min. Zmokłam. Weszłam do salonu...a po 20min wyszłam. Pani tylko chciała mnie zobaczyc i porozmawiać...wyszłam zła! Pomyślałam pójde na przystanek...tylko nie wiedziałam który. (a zapomniałam o najważniejszym! Jak zapytałam D. czy ze mna pojedzie bo pada i w ogóle otrzymałam odp."No nie. Bo nie wiem czy będzie miał kto po Bartka iść" no jakby urwa dzieciak ojca nie miał!)Wreszcie znalazłam przystanek tramwaju nr 2 i to był cud, że się do niego wcisnęłam.Potem czekałam na Zielonej na 9, zmokłam jeszcze bardziej. W tramwaju jakaś babcia się do mnie uśmiechała. Całe szczęście wróciłam do domu cała, ale nie zdrowa. Dziaj pociągam nosem, a na dodatek zrobiło mi się zimno (tzw. "opryszczka") dlatego dziś na zdjęciu mój uroczy śpioch Kazar.
4. W niedziele był dzień dziecka. Pojechaliśmy sobie na giełdę. Obkupiłam się! Mam nowe: buty, trzy bluzki i najlepsze - neonowy różowy lakier! <3
5. Obudziłam się w niedzieję o 6:30 i doszłam do wniosku, że mam burdel na kółkach w pokoju i że jest on paskudny. To chyba nie dobrze jak się nie lubi swojego pokoju...;(
No to chyba tyle z mojego nudnego i smutnego życia.
Dziś jadę do Manu w sprawie pracy do Centro. A wczoraj składałam CV do kiosku w GK. Chciałabym mieć spokojną pracę - czy proszę o wiele?
PS. Kocham mojego kota, który o 3 nad ranem przynosi mi martwe muchy (na wypadek jakbym była głodna)! <3