photoblog.pl
Załóż konto
Ważne!

Zdjęcie widoczne dla użytkowników posiadających konto PRO

Kup konto PRO
Szeryfem być...
Dodane 16 LIPCA 2014
149
Dodano: 16 LIPCA 2014

Szeryfem być...

Ziemie Jałowe.

 

Albo raczej... wyjałowiony świat.

 

Świat postapokaliptyczny. Pełny potworów.
Nie, nie mutantów.

 

Potworów.

Ludzie stali się potworami.

 

Ludzie stworzyli sobie do pomocy cyborgi. Które miały służyć ludziom.

Lenistwo doprowadziło do tego, że to cyborg objął władzę.

 

Której nie sposób mu odebrać... na pewno nie siłą. Bo to niestety nic nie da. Obalony Burmistrz = zniszczenie miasta.

Trzeba czasu. Technologii, którą utraciliśmy.

Przecież cofnęliśmy się do wieku pary... i oleju.

 

Dlaczego to wszystko jest takie trudne... i brudne?

 

---------------------------------------------------------------------------------------

 

- Nosz kurwa mać! - średnio dyskretnie warknąłem

- Bloody, John, co się dzieje? - sennie mruknął popijając 'nastą szklaneczkę whisky nasz sędzia. Mr. Lerton, I suppose.

- Nic, kurwa, zupełnie nic. Słonko świeci, sępy ćwierkają, łowcy niewolników hałasują jak koty w rui miałcząc że tłum zatłukł ich lidera... wdowa po tym szmaciarzu mi płacze na ramię i rząda sprawiedliwości... Tak po prawdzie, to fakt że wykonczyli drania jest jak dla mnie wystarczająco sprawiedliwy- odparłem wzdychając.

-Dlaczego ja nic nie wiem o skardze obywatelki?- średnio rozgarnięty Johnny Walker chyba właśnie się obudził na wspomnienie o wdowie- przecież to kolejna dupcia... tzn... przecież to osoba której trzeba pomóc!- przepite oczy błysnęły z porządaniem.

-Właśnie dlatego, Johnny, nikt Ci nic nie przekazał- zaśmiał się paskudnie Jack.

-Spokój, panowie, spokój. Wayne!- wrzasnął na mnie nagle sędzia- i o co sie tak unosisz? - zapytał zakańczając niemal mruknięciem pytanie. Doskonale wiedział że serdecznie tego nienawidzę.

-Kurważesz jego mać- tylko to mi przyszło na myśl. - Pomyśl. Dla odmiany. Podpowiem Ci, że to nie boli!

 

Resztę kłótni barwnie przerwała Ruda. Czemu barwnie? Po prostu się pojawiła. Wystarczyło.

 

Wystarczyło by mały Johnnie się zaślinił. By sędzia Lerton zamilkł wpatrzony w nią. Wystarczyło by Leo zdjął buty ze stołu. By Nix zdjął wreszcie ten wyświechtany kapelusz. By Jack wreszcie skończył sapać. I bym ja się wkurwił jeszcze bardziej, choć sądziłem że to niemożliwe.

-Ciao, Ruda! - pochwaliłem się zdolnościami lingwistycznymi.

- Zapewne pojawiasz się po dwudniowej nieobecności ze swym wspaniałym Jimmim ze sobą, i na pewno nie marnowaliście czasu!- zacząłem się sam nakręcać. To mi wychodzi najlepiej.

-I na pewno przywieźliście ze sobą mnóstwo nowiutkiej, świecącej jak Leo'wi gwiazdka amunicji?! Prawda? -Udowodnij mi wreszcie że Ty i ten cholerny nierób, szeryf robicie tutaj wbrew pozorom coś więcej jak... pieprzone pozory! -tak, średnio rozsądnie zacząłem się drzeć po żonie szeryfa. Niezły start.

- Wayne, piłeś?- spojrzała na mnie kpiąco. Pytanie w sumie trochę retoryczne.

- Kobieto, wywalacie nas dzień w dzień na daleki westland, nie dość że koni nie ma czym karmić, nasz sprzęt jest tak połatany że nic z niego już nie ma, to jeszcze zostało mi amunicji tyle co w pasie! Czyli całe szumne.. 16pocisków? 

-i 6 w bębnie, nie panikuj- zbyła mnie Ruda.

- Panikuj?! - chórkiem odezwaliśmy się z Jackiem.

...

-Wayne! Daniels! Nixon! Do raportu!- szeroko uśmiechniety szeryf zaszczycił swoją obecnością naszą zacną tancbudę.

-Co tu się, do wszystkich....

- Szeryfie...- zacząłem

-Spokój! Dostawa przyszła. Macie, dość płaczu.

 

Dostawą okazały się dwie paczki amunicji i cztery skrzynie whisky. No tak. Są rzeczy ważne i ważniejsze...

 

 

Zamyśliłem się. Dlaczego ja tu w ogóle trafiłem? Jak to się stało, że zostałem zastępcą szeryfa.. i dlaczego ...a, to akurat wiem.

wiem dlaczego musiałem przerzucić się z mojego ukochanego colta 1911 na starego six shootera. Przez Rudą i Jimmiego. A raczej przede wszystkim przez Rudą..dlatego tak mnie wkurwiała.

Fundusze zdobywane i pozyskiwane dla Biura Szeryfów zostawały przepieprzone na używki i widzi-mi-się pani szeryfowej. Good job ma'am!

Amunicji .45 miałem może półtora magazynka. A do SAA jednak dostawy przychodziły. I tak oto stałem się rewolwerowcem.

Zmiana broni nie przeszkodziła mi pozostać najszybszą ręką w Zgorzelu.

Tzn... nie tyle ręką, bo ogólnie to preferuję kobiety. Po prostu wciąż najszybciej dobywałem broni.

 

I tak zawsze... szeryfowie muszą być honorowi. Więc przyjmują wyzwania na pojedynki.

Zgadnijcie kto zazwyczaj staje na arenie?

No właśnie. Leo.

 

Nasz młodziutki Leoś, z twarzą dwunastolatki. Chociaż ostatnio nie goli się- przecież dziewiczy zarost jest tak męski.

Chłopak najlepiej macha pałą. Poważnie! Leo Burnett to urodzony gdzies w pizdu daleko wypłosz, który okazał się konkretnym cwaniakiem. Z niejednego pieca chleb podpierdalał, więc zna się na tym i owym.

 

Mnie natomiast wypycha się na pierwszą linię frontu jak trzeba gadać z tymi debilami, olejarzami i handlarzami niewolników. Ah, no i poczta. Poczta też ma trochę amunicji, więc też ja muszę z nimi "rozmawiać".

 

Ostatnia rozmowa skończyła się odstrzeleniem naczelnikowi któregoś z mniej ważnych członków, a następnie pod przymusem skurwiela ochrzciliśmy na Gibsonnizm i spalilismy na środku placu.

 

Tłuszcza miała ubaw, poczta trochę mniejszy. Natomiast kolejny naczelnik został przeze mnie konkretnie poinstruowany co i na jakich zasadach może robić dalej... no i dzięki niemu mam zbiegiem okoliczności kilka dodatkowych nabojów. hehehe

 

Ale o czym to ja... ah. Zgorzel. Nasze cholerne miasto. Tancbuda bym raczej powiedział.. dziura w ziemi. Albo raczej wyspa w świecie dziur. O, właśnie.

 

Bo tu ogólnie wszystko co mogło, już sie rozpieprzyło. Szlag trafił ogólnie ludzkość, choroby, promieniowanie, wycieki i strzelaniny znacząco przerzedziły mieszkańców Zgorzel i okolic.

Niedobitki mieszkanców świętej pamięci Miasta Świateł też nas zaszczycaja swoją zawszoną obecnością, i ciągłymi konszachtami... Oficjalnie niby nic do nich nie mam, ale jednemu z drugim bym tonfą po łbie przejechał..

 

W zasadzie to powinienem skurwieli żałować. Cyborgi rozpieprzyły im miasto. W mak. Dekadencka robota.

Dwa dni i pozamiatane. Konwój ratunkowy dotarł do nas ponad miesiąc po rzezi. Wtedy gnojki byli tacy milutcy...

 

 

Szlag! Słyszycie to ?! - Thomas Lerton, nasz sędzia przerwał moje rozmyślania- znowu kogoś licho tu niesie.

Wayne- upomniał mnie- jeżeli znowu przyjdzie klient ze skargą, a Ty zamiast go grzecznie wysłuchać i pozwolić spisać Nixowi protokół skujesz petenta i zaczniesz znowu grozić połamaniem mu paluchów...

- i wyrwaniem paznokci- przerwałem mu z szyderczym usmiechem.

-Tak, właśnie... to jest... zamknij sie cholero! Bloody Yank! - Pieprzony brytol czy tam australijczyk uwielbiał się czepiać mojego pochodzenia.- buffalo billu, masz ładnie przesłuchać klienta...

-Klientkę, jeśli łaska- ciepłym głosem przerwała mu prześliczna mieszkanka Zgorzel.

-Tak... klientka... - Lerton znów zaczął się jąkać.

-szeryfie- zwróciła się do mnie- czy mogę na słówko?

 

Fuck.

Dlaczego to zawsze mnie proszą na słówko, a kończy się strzelaniną...

- Oczywiście, milady- burknąłem, wkładając kapelusz na głowę i odruchowo dotykając orzechowej kolby rewolweru wiszącego nisko na olstrze.

-Jestem do usług.

 

 

 

Informacje o voodoochildxd


Inni zdjęcia: 1412 akcentovaWIOSENNIE I RÓŻOWO xavekittyxLune chasienkaZnaki judgafZachód nad Okęciem bluebird11... maxima24... maxima24Pośmigane. jabolowekrwi;) virgo123;) virgo123

bg

txt