zastanawia mnie jedno, ile jestem w stanie znieść?
jak wiele razy jeszcze, będę musiała składać coś
w jedną całość i wmawiać ułoży się, ułoży.
jak dotąd nic się nie ułożyło, nawet włosy, nie
chcą się układać. wszystko mnie przytłacza,
od ludzi na których mi zależy zamiast wsparcia
dostaję kpinę. no jak chcesz, dojeb mi jeszcze
bardziej, nie strach gości w mojej głowie,
a bezsilność i bezradność. nie mam siły
walczyć o lepsze jutro, mam ochotę
skitrać się pod kołdrą i przeczekać!
może zmotywuję się i wezmę się
za siebie, ale myślę, że nie jest to
zbytnio proste.
KIEDYŚ BYŁO INACZEJ
i mi chyba kurwa trochę
przykro
nie pamiętam nawet, jak to jest, gdy się kogoś kocha i trzyma się go za rękę,
jak to jest, gdy budzisz się obok ukochanej osoby i czujesz się szczęśliwie,
gdy czas staje w miejscu, gdy nie liczy się nic, gdy wszyscy mówią,
a słuchasz tylko jednego, gdy nie potrzebujesz nikogo obok, tylko jego,
gdy jest Twoją drugą połówką, matką, ojcem, kumplem, przyjaciółką.
ja już zapomniałam jak to jest, gdy się kogoś kocha i wiem, że
przypomnieć nawet nie chcę. przestać kochać nie jest prosto,
przygasić miłość łatwo, szukać pocieszenia? zgubnie.
a oszukiwać siebie samego? najprościej.
a przelotne znajomości, to nie to czego szukam skoro szukałam miłości
I czy dalej w to wierzyć? Wiem tylko jedno, że zanim zaczniesz kochać to potem może być piekło.