Byłem dziwakiem.
Przeprowadziliśmy się z rodzicami na nowe, małe, piękne osiedle. Otwarte, a jednak stanowiące osobny twór w naszym niewielkim mieście. Szczere, spokojne, z uśmiechniętymi ludźmi. 36 metrów kwadratowych naszego mieszkania z moim (!) pokojem różniło się w znacznym stopniu od gnieżdżenia się we troje w jednym pokoju, ulokowanym w mieszkaniu rodziców mojej mamy. Gówniarz mojego pokroju, z awersją do ludzi i wrodzonym brakiem poczucia własnej wartości mógł chociaż na chwilę odetchnąć.
Nie pamiętam pierwszego razu, kiedy ją zobaczyłem. Za to doskonale pamiętam dni, kiedy wraz z moim ówczesnym "przyjacielem" ukradkiem odsłanialiśmy jeden szczebelek żaluzji, aby na nią popatrzeć. Była cudowna, kiedy bawiła się wraz z innymi dziećmi na naszym, już nieistniejącym, placu zabaw. Pamiętam dokładnie, jak kucałem za ścianą, gdy tylko spojrzała w stronę bloku. Oczywiście, że nie mogła mnie zobaczyć, a mimo to cholernie bałem się, że znajdzie mój wzrok przecinający ją na wskroś. Miałem może 9, 10 lat? Ona w takim razie 7. Inne dziewczyny nie dorastały jej do pięt.
Zawsze powtarzałem, że pierwszą, dziecięcą miłość spotkałem w swojej klasie. To nieprawda, o której wiem tylko ja.
Tak bardzo pragnąłem ją poznać. Tak cholernie mocno się siebie wstydziłem.
Chciałbym prowadzić swój pamiętnik. Chciałbym uczyć się ze świadomością, że ta wiedza nie ucieknie z mojej głowy. Chciałbym, aby chociaż na chwilę było normalnie, z książką, z filmem, z nią bez makijażu, w okularach (patrzałkach) i z jej stópkami pod kołdrą. Chciałbym, aby nadchodzące dni nigdy nie miały miejsca, by nie musiała poddawać się adoratorom i by nie wylądowała z kimś innym w łóżku. Chcę mieć ją znów obok siebie.
/dziś myślałem o śmierci
Inni zdjęcia: 1435 akcentovaClonnage. ezekh114Sobota patusiax395... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24