Doskonale wiedziałem, jak to będzie wyglądać.
Kaśka nie była złą dziewczyną. Wprost przeciwnie, samą sobą na pewno zasłużyła na piękną, dojrzałą i pełną oddania miłość. Przez dobre 3 lata sądziła, że dokładnie na taką trafiła, że złapała Boga za nogi. Nie mogło być inaczej, skoro nawet jej dalsi krewni z uporem maniaka zapraszali mnie na przyjęcia rodzinne, a niedoszły teść pozwalał prowadzić swój samochód. Przynajmniej ona tak uważała.
Nie mogła wiedzieć o tym, co naprawdę się dzieje. Nie wiedziała, że wciąż pieprzę swoją ex. I spotykam się z kilkoma innymi dziewczynami. Że gdy na studniówce opuściłem ją na dobrą godzinę, spędziłem ją z przyszłą partnerką mojego współlokatora. Owszem, fajnie było widzieć zafascynowanie w oczach moich rodziców, przyjemnie patrzyło się, gdy rozmawiała na równi z moją babcią. Co z tego, skoro matka nie pisnęła ani słowem na kolejne odwiedziny koleżanek w moim pokoju. A gdy tylko nadarzyła się okazja, wyjechałem na tydzień ze swoją K. pod namioty, zostawiając Kachę bez wieści. Nawet nie wiem, co jej wtedy wcisnąłem, i tak łykała wszystko jak pelikan. A gdyby interesowała się moim drugim życiem bardziej, niż powinna, wszystko skończyłoby się jeszcze szybciej.
Wyglądało to dokładnie tak samo, jak zawsze.
Piszecie mi, że K. to szczęściara, że chciałybyście doznać miłości od faceta, który potrafi tak mocno otworzyć się, okazać uczucia i walczyć o swoją kobietę. Gówno prawda. Od kiedy tylko udało mi się w dość poważny (z perspektywy gimnazjalisty) sposób wypracować swoją pozycję wśród rówieśników, stałem się strasznym skurwysynem. Dziewczyny rozkochiwałem w sobie do bólu, raniłem, zdradzałem, zostawiałem na pastwę losu. Kontakty z kobietami kojarzyłem jedynie z zaspokojeniem własnych, prymitywnych potrzeb. Zawiodłem też K., pierwszą kobietę, która potrafiła mnie zmienić. Nie umiem jeszcze mówić o tym, co się stało. Nie potrafię tego uporządkować, skatalogować, upakować w okładkę i zaznaczać co ważniejsze fragmenty, aby taki leksykon wbić do głowy i codziennie rano otwierać z myślą "o ile lepszym człowiekiem mogę się stać".
K. zaczęła się na mnie zamykać. Niedzielne pożegnanie nie było udane, dziś usłyszałem, że nie powinienem nigdy dowiedzieć się o jej przemyśleniach, o jej blogu, przeszłości. Że na pewno nie będę wiedział o tym, co teraz w jej głowie. "Przynajmniej na jakiś czas" nie będę miał pojęcia o tym, co było dla mnie zawsze najważniejsze. Nie wiem, jak będzie wyglądała nasza relacja, skoro znaczę dla niej teraz mniej, niż przed czwartym czerwca. Boję się, że wraz z odcięciem się od uczuć i myśli odetnie się również ode mnie, a wtedy już nie będe jej potrzebny. Nigdy więcej.
Boję się, że uważam za nierealne i odrzucam od siebie wizje, które ona już ma uporządkowane. Boję się, że K. doskonale wie, jak to będzie wyglądać. I że nasze dni już są policzone.
Inni zdjęcia: 1435 akcentovaClonnage. ezekh114Sobota patusiax395... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24... maxima24